Zieliński: Śląsk się rozpędza ale można go ograć
– Wnioski po porażce zmuszają nas do refleksji i retrospekcji. Wcześniej miałem tylko trzy dni pracy. Ten tydzień wspólnej pracy dał nam dużo. Mam nadzieję, że będzie to widoczne we Wrocławiu, będziemy grać mądrzej i lepiej – mówi przed starciem ze Śląskiem trener Jacek Zieliński.
Kielczanie starcie we Wrocławiu rozpoczną w niedzielę o godzinie 14.45. Korona, mierząc się z wicemistrzem kraju, z całą pewnością nie będzie faworytem, mimo licznych problemów Śląska. – W każdym meczu musimy wznosić się na wyżyny, zagrać "życiówki" i takiego spotkania spodziewamy się w niedzielę. Śląsk jest faworytem, ale piłka nożna czasami przeczy tym typowaniom. Jedziemy ze swoim planem, mam nadzieję, że zagramy z podobną determinacją i zaangażowaniem jak to miało miejsce w przypadku starcia z Cracovią, jednak tym razem zaprezentujemy wyższy poziom piłkarski i taktyczny. To będzie kluczem – przyznaje Zieliński.
– Czy Korona na wyjeździe przyjmie postawę defensywną? Nie podejrzewam, by ta przyniosła jakiś sukces, bo żeby wygrywać, trzeba strzelać gole. Musimy się na tym skupić, bo Korona dotychczas zdobyła tylko jedną bramkę, to jest mało, zwłaszcza jeśli myśli się o pójściu w górę tabeli. Dobrą grę w defensywie należy połączyć z solidną postawą w ofensywie. Trzeba to połączyć – dodaje szkoleniowiec żółto-czerwonych.
Korona Kielce ma swoje problemy, jednak i Śląsk Wrocław nie zaliczył udanego wejścia w ten sezon. Należy zacząć od tego, że latem klub opuścił Erik Exposito, a więc najlepszy strzelec gospodarzy. Wrocławianie po trzech rozegranych meczach mają na koncie dwa "oczka" i jedną bramkę. – Trudno mi się wypowiadać na temat Śląska. Nie znam tego zespołu od środka. Natomiast na pewno zagrali ciekawe zawody na Widzewie, w czwartek niedużo im brakło do przejścia dalej w Lidze Konferencji. Elementy piłkarskie zaczynają się u nich zazębiać, lepiej to wygląda, zaczynają się pomału rozpędzać. Niemniej uważam, że można go ograć i zrobimy wszystko, by tak się stało. Doceniamy ich ale udajemy się tam bez większej bojaźni.
Fot. Mateusz Kaleta




