„Iskra” po Magdeburgu: oni nie wybaczają takich przestojów
W 3. kolejce Ligi Mistrzów Industria Kielce przegrała w Hali Legionów z niemieckim SC Magdeburg 30:35. Po meczu swoimi opiniami podzielili się przedstawiciele „żółto-biało-niebieskich” Krzysztof Lijewski i Piotr Jędraszczyk.
Krzysztof Lijewski (trener Industrii Kielce): – Jeżeli patrzymy na wynik końcowy, to na pewno nie zdaliśmy tego testu – to trzeba powiedzieć jasno. Przed meczem zakładałem inny scenariusz. Jednak to spotkanie pokazało nam również, gdzie mamy jeszcze braki i nad czym musimy pracować. Chłopakom na gorąco w szatni powiedziałem, że jestem z nich dumny, bo dali z siebie tyle, ile mogli, i walczyliśmy z całych sił. Jeśli jednak masz przestoje w ataku i nie zamieniasz na bramki sytuacji, które sobie kreujesz – szczególnie z takim przeciwnikiem jak Magdeburg – to nie masz co myśleć o wygranej, bo oni nie wybaczają takich przestojów i kontrolowali grę do samego końca. Dużo rzeczy było pozytywnych, kilka było złych i te złe trzeba wyeliminować. Mamy tydzień na przygotowania do rewanżu i mam nadzieję, że nasza gra za tydzień będzie wyglądała zupełnie inaczej, szczególnie w ataku.
W 40. minucie Julien Bos opuścił boisko z powodu zmęczenia.
Co do Artsema Karaleka – wszyscy myślą, że jest „Supermanem”, a on nie jest; bywa „nadczłowiekiem”, ale dzisiaj naprzeciwko miał Gísliego Kristjánssona, który pelerynę Supermana zakłada praktycznie cały czas, albo nawet w niej śpi. Gisli gra taki handball, że cały czas nęka obronę rywala grą „1 na 1”. Artsem stracił dzisiaj bardzo dużo sił w defensywie na pracę z nim i brawo, bo parę razy udało mu się go zatrzymać, ale nie oczekuję, że nasi obrońcy będą wygrywać każdy pojedynczy pojedynek, bo wtedy nikt nie rzucałby goli. Dlatego pewnie brakowało mu potem trochę sił w ataku.
Zgadzam się, że gra była o wiele lepsza niż końcowy wynik i nie zasłużyliśmy na przegraną pięcioma bramkami. Mecz był otwarty do samego końca, ale w Lidze Mistrzów przeciwnik tej klasy nie wybacza błędów i zachowuje do końca „zimną krew”.
Zabrakło nam trochę szczęścia, a na pewno zdrowia. Pięć bramek Felixa Clarara ze zbiegnięcia za linię „dwójek” to element, o którym wiedzieliśmy i na który uczulałem chłopców, ale raz wychodziło to lepiej, a raz gorzej.
Nie składamy broni i nie spuszczamy głów przed meczem w GETEC Arenie. Chłopcy są mentalnie przygotowani na ciężką pracę i analizę. Jedziemy tam z jasnym celem: wygrać mecz, bo potrzebujemy punktów do wyjścia z grupy.
Walczyliśmy i goniliśmy ich cały pojedynek. Byliśmy ich przez większość czasu bardzo blisko. Oczywiście kontuzje naszych kluczowych zawodników ograniczają naszą rotację, a do utrzymania wysokiego poziomu gry w ataku potrzebna jest świeżość i zdrowie. Nie mogę oczekiwać od Aleksa Vlaha, że sam będzie „ciągnął mecz” przez 60 minut, bo też jest tylko człowiekiem, choć zagrał bardzo dobre spotkanie.
Jeśli chodzi o Lukę Klaricę, jest wyłączony z treningów po badaniach w Zagrzebiu. Dostał zastrzyk w plecy w odcinek lędźwiowy, ma zakaz podróżowania i będzie ćwiczył indywidualnie z fizjoterapeutami. Mamy nadzieję, że za kilkanaście dni będzie do dyspozycji.
Piotr Jędraszczyk (rozgrywający „żółto-biało-niebieskich”): – To była twarda walka na parkiecie przez pełne 60 minut. Całe spotkanie biliśmy się jak równy z równym, ale w samej końcówce rywale trochę nam „odjechali”. Zabrakło kilku detali, zarówno w obronie, jak i w ataku. Jesteśmy jednocześnie i zadowoleni, i niezadowoleni, bo liczyliśmy na więcej i chcieliśmy, aby te dwa punkty zostały w Hali Legionów. Trzeba teraz walczyć o wygraną na wyjeździe.
Magdeburg to klasowa drużyna, ciężko się przeciwko nim broni, mają też bardzo dobrych egzekutorów rzutów karnych. Musimy za tydzień zagrać o wiele lepsze spotkanie.
Trener Lijewski w szatni zwrócił nam uwagę na detale – że w obronie i ataku było za mało wzajemnej pomocy. Musimy to przeanalizować, wyciągnąć wnioski i wyjść na mecz wyjazdowy jeszcze bardziej skupieni.
Kibiców oceniam w skali szkolnej na 6 z plusem, gdyby tylko można było taką ocenę wystawić. Jak zawsze dopisali, są dla nas ogromnym wsparciem i bardzo im dziękujemy za to, że zapełniają halę i cały czas nas niesamowicie wspierają.
Fot. Piotr Okła




