Od zwycięstwa do walki z awariami. Kielecka załoga na mecie Regat Gryfa
To były regaty pełne skrajnych emocji dla reprezentantów Kielc. Załoga Sky Project Sailing Team, w składzie Wiesław i Anna Krupscy, zakończyła mordercze zmagania w Międzynarodowych Regatach Gryfa Pomorskiego, które w tym roku miały rangę Morskich Żeglarskich Mistrzostw Polski ORC Załóg Dwuosobowych. Choć zaczęło się od spektakularnego sukcesu na inaugurację, Bałtyk szybko pokazał swoje najgroźniejsze oblicze.
Wyśmienity początek na plaży w Świnoujściu
Choć Kielce od morza dzielą setki kilometrów, kieleccy żeglarze udowodnili, że potrafią rzucić wyzwanie krajowej czołówce. Rywalizacja w Świnoujściu rozpoczęła się obiecująco. W krótkim wyścigu typu up and down, rozgrywanym tuż przy plaży, załoga jachtu Sky Project nie dała szans rywalom. Wymagający technicznie dystans, pełen błyskawicznych zwrotów, przyniósł im zwycięstwo w klasie ORC B.
Sukces cieszył tym bardziej, że kielecka załoga schodziła na wodę z wieloma niewiadomymi. – Byliśmy pełni obaw, bo tak silnej grupy dawno nie mieliśmy. Dla nas był to pierwszy start, a właściwie pierwsze pływanie w tym roku. Mieliśmy też dwa nowe żagle, na których wcześniej nie zdążyliśmy trenować. Niestety, mieszkając tak daleko od morza, takie są realia – przyznawali na początku regat. O triumfie zdecydowało jednak gigantyczne, wspólne doświadczenie małżeństwa Krupskich. – Przez wiele lat ścigaliśmy się razem z Anią w załogach dwuosobowych. Udało się dobrze odczytać zmiany kierunku wiatru na wodzie, a dodatkowo dopisało nam trochę szczęścia, które w żeglarstwie również jest potrzebne – tłumaczyli.
Bałtycki maraton dał w kość. 300 mil morskich i awaria za awarią
Prawdziwy test wytrzymałości nadszedł wraz z głównym etapem offshore. Trasa o długości około 300 mil morskich, czyli blisko 600 kilometrów, wiodła ze Świnoujścia przez wymagające nawigacyjnie akweny w rejonie Arkony, Falsterborev oraz duńskiej wyspy Christiansø. To prestiżowy, ale i bezwzględny sprawdzian dla dwuosobowych załóg, które na wodzie spędzają bez przerwy blisko dwie doby.
Droga powrotna do Świnoujścia zamieniła się dla Kielczan w walkę z rzemiosłem i złośliwością rzeczy martwych. Na mecie organizatorzy oraz kibice powitali Wiesława i Annę Krupskich jak prawdziwych bohaterów, nazywając ich Wojownikami i Tytanami. Żeglarze nie ukrywali, że końcówka była mordercza.
– Wichura na początek, wiata na koniec. Tradycyjnie jak na Gryfie, trzy godziny przed metą rwiem, niszczymy żagle – relacjonował po zakończeniu zmagań Wiesław Krupski w filmiku opublikowanym na fanpage'u wydarzenia. Pytany o to, czy meteorolodzy się pomylili, wyjaśnił. – Nie, był słabszy wiatr niż był w prognozach. Przyszedł jeden większy szkwał spod chmurki i było za dużo – wskazał.
Zniszczone żagle okazały się zaledwie początkiem czarnej serii na pokładzie Sky Project. Zapytany o inne straty, sternik wyliczał. – Było jeszcze troszkę strat. Autopilot się zepsuł po drodze. Silnik też miał awarię, a także cały zestaw. Nie chciało ładować akumulatorów. Dzisiaj naprawdę był ciężki dzień – zaznaczył.
Mimo tak fatalnego splotu wydarzeń, kielecka załoga nie poddała się i bezpiecznie doprowadziła jacht do mety jako ostatnia jednostka w tegorocznej edycji regat.
Apetyt na więcej: czas na młodzież i pełny skład
Start w Świnoujściu, choć niezwykle wymagający, to dopiero początek wielkich planów Sky Project Sailing Team na ten rok. Już na początku wakacji kielecka ekipa wraca do pełnego, wieloosobowego składu. Do doświadczonych żeglarzy dołączy młodzież z Kielc. Wspólnie rozpoczną przygotowania do Załogowych Morskich Żeglarskich Mistrzostw Polski, gdzie stawką będzie obrona brązowego medalu wywalczonego przed rokiem.
Fot. Sky Project sailing team Kielce




