Dujszebajew przed Pickiem: Ten zespół jest niesamowity
W fazie play-off Ligi Mistrzów Industria Kielce zmierzy się na wyjeździe z węgierskim OTP-Bank Pickiem Szeged. – To jest 120 minut, a nie jeden mecz do wygrania – powiedział przed spotkaniem Tałant Dujszebajew, trener „żółto-biało-niebieskich”.
Szkoleniowiec opisał sytuację kadrową drużyny oraz skutki minionej przerwy reprezentacyjnej. – Na razie wszystko jest okej. Oprócz Alexa, wszyscy są do dyspozycji. Dani wraca do normy, trenujemy i przygotowujemy się do tej rywalizacji. Ta przerwa została bardzo dobrze wykorzystana przez Mariusza Skutę, naszego trenera przygotowania fizycznego. Dał on Daniemu możliwość zregenerowania się i potrenowania. Teraz wkręcenie go w rytm meczowy nie będzie łatwe, ale mam nadzieję, że jego rozbrat z grą nie był aż tak długi – opisał.
W temacie rehabilitacji Alexa Dujszebajewa trener zachowuje jednak dużą dozę ostrożności i nie zamierza ulegać presji czasu. – Będziemy działać konsekwentnie i bez paniki. Dopóki lekarz oraz sztab medyczny nie powiedzą, że może grać, nie zaryzykujemy. Ludzie często mają dobre chęci, ale nie rozumieją, że sportowiec to tylko człowiek. Przypomnę sytuację Szymona Sićki: dostaliśmy zielone światło na jego powrót jeszcze w listopadzie 2024 roku, a kiedy zagrał (na swoim poziomie - przyp. red.)? Dopiero w lutym 2026. To są kontuzje, tu nic nie dzieje się z dnia na dzień, wszystko musi być poukładane z głową – zaznaczył.
Z kolei w kontekście urazu palca u 28-latka, trener wykazuje pełne zaufanie do charakteru zawodnika. – Na szczęście to lewa ręka, a nie prawa. Oczywiście, to będzie bolało dopóki nie będzie miał 6–7 tygodni przerwy, a taka może być wyłącznie latem między sezonami. Ten ból będzie mu towarzyszył i liczymy się z tym. Ale wojownik to wojownik – musi wychodzić na boisko i walczyć – skwitował Kirgiz.
Mimo że Pick Szeged zakończył fazę grupową na szóstym miejscu, Tałant Dujszebajew przestrzega przed lekceważącym patrzeniem na rywala. – Oni borykali się z dużymi problemami zdrowotnymi. Do dziś nie wiesz, czy zagra Bánhidi i Smarason. Kiedy musisz łączyć grę w lidze, pucharze i Lidze Mistrzów przy uszczuplonym składzie, jest niezwykle trudno. Dla nich samo wyjście z grupy było najważniejszym celem, a teraz będą walczyć. Ich zespół jest niesamowity. Na każdej pozycji mają dwóch, a nawet trzech zawodników klasy światowej – docenił rywala selekcjoner reprezentacji Francji.
Trener przedstawił siłę rażenia Węgrów, wskazując na konkretne nazwiska. – Zobaczmy, jak zagrają, bo wszystko w ich przypadku nie jest jasne. To, że ktoś nie zagrał w ostatnim meczu ligowym nie znaczy, że nadal leczy kontuzje, czy jest zmęczony po kadrze. Jeśli zobaczymy kto tam gra: na środku Kukić, Smarason i Gottfridsson. Na lewym rozegraniu Bánhidi i Mačkovšek, na prawym Rød i Garciandia, a do tego jeszcze Nikolić. Na kole są Toto, Kalarash i Bánhidi, na skrzydłach Frimmel, Jelinić, a na rozegraniu Šoštarić, a w bramce Thulin i Mikler. O czym my tu mówimy? Musimy skupić się wyłącznie na sobie i postarać się grać to co my chcemy. To zespół o gigantycznych możliwościach rotacji i kombinowania. Nigdy nie wiesz, czy Bánhidi zagra na lewej połówce, czy wyjdą dwoma środkowymi naraz. Mamy do nich ogromny szacunek.
Pytany o to, czy w tej fazie rozgrywek przygotował specjalne elementy taktyczne, Dujszebajew stawia na pragmatyzm. – Lepiej zrobić dwie lub trzy rzeczy dobrze, niż dwadzieścia źle. My wiemy co oni mogą zagrać, a oni wiedzą na co stać nas. Gramy w Lidze Mistrzów tyle lat, że znamy się doskonale. Możemy spróbować zaskoczyć jedną czy dwiema zagrywkami, ale pojedynek trwa 60 minut. Liczy się to, jak stoimy w obronie, jak biegamy do kontry i jak wracamy. Ponadto to ile razy gramy w przewadze liczebnej a ile w osłabieniu. Tutaj wszystko jest już policzone, nic nowego nie wymyślimy – zdradził 57-latek.
Szkoleniowiec kładzie też nacisk na fakt, że dwumecz to jedna całość. – To jest 120 minut, a nie jeden mecz do wygrania. Wy dziennikarze musicie pisać o ewentualnych scenariuszach, ja muszę wyjść i zrobić jak najlepszy wynik. Możemy wygrać jedną bramką, możemy przegrać dwoma czy trzema... Najważniejsze, żeby po 120 minutach wynik był dla nas korzystny i pozwolił nam awansować – wskazał. Ponadto odpowiedział na pytanie czy gra rewanżu w domu to handicap? – Różnie do tego podchodzimy. W starym formacie kochałem grać pierwszy mecz u siebie, a drugi na wyjeździe. Najważniejsze jest to, by po ostatnim gwizdku być o tę jedną bramkę lepszym od rywala i arrivederci – zaznaczył.
Dujszebajew odniósł się również do ogólnej formy zespołu, porównując znaczenie liderów w piłce ręcznej do największych gwiazd futbolu. – Wiele zależy od stanu zdrowia, w jakim są nasi liderzy. To nie jest to samo, kiedy Messi czy Ronaldo grają, a kiedy ich brakuje. Szegedyńczycy w ubiegłym roku byli o krok od Final Four, przegrywając z Barceloną minimalnie po walce do ostatnich minut. Nigdy nie wiesz, co się wydarzy, dlatego najważniejsze jest zdrowie i forma kluczowych graczy. Dlatego Cristiano Ronaldo trenuje od 6 rano do 22 – zaznaczył.
Na koniec trener pochwalił Jorge Maquedę, tłumacząc jego świetną dyspozycję ułożonymi kwestiami pozasportowymi. – Jorge przechodzi świetny okres, co wynika z adaptacji. Zmiana kraju, kultury i języka zawsze kosztuje, zwłaszcza zawodnika w wieku 35–37 lat, który przenosi się z żoną i dziećmi. To wymaga czasu. Dodatkowo, w sezonie 2024/2025 Jorge przyjechał do nas prosto po igrzyskach. Dlatego ja w swoim życiu nie chcę podpisywać kontraktów w latach olimpijskich. Jeśli jesteś trenerem dobrego zespołu, połowa składu będzie na igrzyskach i w takim roku zawsze będziesz miał problemy. Dlatego moje kontrakty kończą się w latach takich jak 2015, 2021 czy 2027 – nigdy w roku olimpijskim – podsumował Tałant Dujszebajew.
Pierwsze starcie z OTP-Bank Pickiem Szeged odbędzie się w najbliższy czwartek (2 kwietnia) o godzinie 18.45. Rewanż w Hali Legionów zaplanowano na środę 8 kwietnia. Zwycięzca dwumeczu w ćwierćfinale zmierzy się z SC Magdeburg. Klub przypomina, że do wtorku do godziny 23.59 posiadacze karnetów mogą wykupywać swoje miejsca, inaczej od 1 kwietnia trafią one do otwartej sprzedaży.
Fot. Piotr Okła




