Morawski przed Lucerną: każdy z nas chce wygrać to spotkanie
W 5. kolejce grupy F Ligi Mistrzów EHF Industria Kielce zmierzy się na wyjeździe ze szwajcarskim HC Kriens-Luzern. Swoją opinią przed tym kluczowym starciem podzielił się bramkarz kieleckiego zespołu, Adam Morawski.
Kluczowe starcie o awans i wartość zespołu
Morawski zwrócił uwagę na znaczenie nadchodzącego pojedynku oraz odpowiedzialność, jaka spoczywa na zawodnikach kieleckiego zespołu. Jego zdaniem wszyscy w drużynie doskonale zdają sobie sprawę z tego, o co toczy się gra. – Przede wszystkim musimy wiedzieć, jaka jest waga tego spotkania i myślę, że każdy z nas wie i każdy z nas chce wygrać – podkreślił.
Golkiper odniósł się również do ostatnich dwóch porażek z SC Magdeburg. Mimo niekorzystnych wyników dostrzega w grze Industrii pozytywne sygnały i wierzy, że drużyna potwierdzi swoją jakość w rywalizacji z HC Kriens-Luzern.
– My też musimy doskonale wiedzieć, jaka jest nasza wartość. Ostatnie dwie przegrane z Magdeburgiem, uważam, że gra była w nich była zdecydowanie lepsza niż wynik. Przede wszystkim musimy pokazać nasze umiejętności, nasze miejsce i to, że to my powinniśmy być w Lidze Mistrzów. Wierzę w to głęboko, że tak będzie i że jedziemy tam po zwycięstwo i taki jest plan – skwitował.
Analiza rywala: groźny beniaminek i specyfika gry 7 na 6
Szwajcarski zespół w obecnej edycji Ligi Mistrzów pokazał, że potrafi skutecznie rywalizować na europejskim poziomie. Bramkarz Industrii zwrócił uwagę na ostatnie zwycięstwa HC Kriens-Luzern z Kolstad, które pomogły drużynie nabrać pewności siebie.
– Lucerna to zespół, którego terminarz dobrze się ułożył i te dwa ostatnie zwycięskie mecze z Kolstad pozwoliły im wejść na właściwe tory – wskazał „Loczek”.
Były bramkarz Orlenu Wisły Płock i niemieckiego MT Melsungen podkreślił, że w szeregach rywali nie brakuje zawodników z doświadczeniem zdobytym w Bundeslidze. Zwrócił przy tym uwagę na atut własnego parkietu oraz charakterystyczny dla szwajcarskiej drużyny system gry siedmiu na sześciu.
– W lidze też radzą sobie dobrze, gdzieś tam wcześniej tych zawodników można było znać, którzy grali, bardzo duża ich liczba grała przecież w Bundeslidze, więc to są zawodnicy z jakością i u siebie będą na pewno chcieli wykorzystać atut swojego boiska i grę 7 na 6. My swoją postawą możemy do tego doprowadzić, żeby to im odebrać. Wierzę że będziemy w stanie zabrać ten atut, a wówczas będzie nam łatwiej grać – opisał.
Gra rywali w przewadze liczebnej stanowi poważne wyzwanie dla defensywy, ponieważ wymaga od obrońców wzmożonej współpracy i szybkiego reagowania na ruchy rywali. Reprezentant Polski w latach 2013–2025 wyjaśnił, na czym polegają największe trudności związane z tym rozwiązaniem taktycznym.
– System siedem na sześć ma to do siebie, że jeden zawodnik obrony ma półtorej albo dwóch zawodników z drużyny przeciwnej do obrony, więc ta praca, współpraca jest podwójna. Dużo więcej wysiłku trzeba włożyć, dołożyć więcej kroków, „zamknąć” szybciej oraz szybciej pracować na nogach. Jednak mamy czas aby się przygotować, to też nie jest element, który wszedł do gry od paru lat.
Kluczowe będzie zatem zmuszenie przeciwników do oddawania rzutów z mniej dogodnych pozycji. Zdaniem bramkarza odpowiednia organizacja gry obronnej może znacząco ułatwić interwencje i pomóc Kielczanom w ograniczeniu skuteczności gospodarzy.
– Wszystko to, co uda nam się doprowadzić, żeby przeciwnicy rzucali z 9 metrów albo z pozycji takich, gdzie ten kąt oddawania rzutu jest mały ze skrzydła czy w sytuacji pomiędzy pierwszym a drugim obrońcą – łatwo jest zawsze odbić tę piłkę bramkarzowi. Musimy po prostu tak pracować, żeby do takiej sytuacji doprowadzić, a wiem, że stać nas na to – skwitował.
Siła kieleckiego zespołu i indywidualności w Lucernie
Porównując specyfikę rywalizacji z Magdeburgiem do wyzwań, jakie czekają Industrię w Szwajcarii, 31-letni golkiper podkreślił gotowość zespołu do walki. Zaznaczył, że niezależnie od tego, który z bramkarzy pojawi się na parkiecie, najważniejszy pozostaje końcowy rezultat.
– Z Magdeburgiem specyfikacja pojedynku jest całkiem inna, tam jest gra jeden na jednego po 50 parę razy w meczu. Ich próby rzutów są oddawane z wysokości 6-7 metrów ze środka boiska. Mam nadzieję, że będzie dużo innych rzutów, na które my „czekamy”, my jesteśmy głodni gry, głodni odbijania i wierzę w to, że niezależnie, który z nas będzie grał, to będzie w stanie pomóc zespołowi i najważniejsza jest wygrana.
Bramkarz wskazał także zawodników HC Kriens-Luzern, którzy jego zdaniem odgrywają istotną rolę w ofensywie szwajcarskiej drużyny. Wśród nich wymienił obrotowego Marina Šipicia, doświadczonego Mykolę Bilyka, a także Jerome Müllera i Jonasa Schelkera, odpowiedzialnych za organizowanie gry drugiej linii.
– Myślę, że gra zespołu szwajcarskiego oparta jest przede wszystkim przez Marina Šipicia obrotowego, który jest bardzo skuteczny, ale te rzuty kołowemu jest łatwiej o zdobycie bramki. Bilik, który ma ogromne doświadczenie – 10 lat w THW Kiel – więc na jego barkach opiera się gdzieś ta drużyna. Fajnie w ostatnim meczu zaprezentował się prawy rozgrywający Jerome Müller, również ten środkowy Jonas Schelker, ta druga linia i obrotowy to jest gdzieś takie oparcie tego zespołu – analizował.
Na zakończenie Morawski podkreślił wiarę we własny zespół i jego możliwości. Zaznaczył, że o wyniku nie zdecydują nazwiska, lecz umiejętności prezentowane na parkiecie.
– Ja wierzę w to, że u nas są jeszcze większe nazwiska – wiadomo, nazwiska nie grają, a robią umiejętności – jesteśmy w stanie pokazać te umiejętności i ja w to wierzę – podsumował bramkarz Industrii Kielce.
Fot. Patryk Cudzik





