W Wieczystej czuję się jak w Ekstraklasie. Do prezesa Korony chyba każdy ma jakieś "ale"

14-08-2020 07:15,
Z Krakowa - Mateusz Kaleta

Na bardzo nietypowy ruch zdecydował się odchodząc latem zeszłego roku z Korony Kielce Michał Miśkiewicz. Doświadczony golkiper porzucił Ekstraklasę na rzecz grającej w Lidze Okręgowej Wieczystej Kraków, gdzie w minioną środę rozpoczął już drugi sezon na szóstym poziomie rozgrywkowym. Z bliska obserwuje, jak pod Wawelem rośnie klub, który wkrótce, zgodnie ze słowami właściciela, Wojciecha Kwietnia, właściciela sieci aptek "Słoneczna", ma stać się trzecią - po Wiśle i Cracovii - siłą Krakowa. 

Miśkiewicz w Koronie nie był postacią pierwszoplanową. Przez jeden sezon zagrał raptem osiem spotkań, ale i tak zdołał zaskarbić sobie szacunek i sympatię kibiców. Zrobił to przede wszystkim dobrymi występami na linii bramkowej. Ale potem... coś się popsuło. Po sezonie opuścił Kielce, a dziś nie ukrywa, że wraca do tych wydarzeń z żalem. Tego wątku nie zabrakło też w naszej rozmowie.

31-letniego golkipera odwiedziliśmy na pierwszym, inauguracyjnym meczu Wieczystej Kraków w nowym sezonie małopolskiej Ligi Okręgowej grupy II. Ekipa prowadzona przez Przemysława Cecherza, w której składzie jest wielu zawodników z ekstraklasowym i pierwszoligowym doświadczeniem, pokonała na swoim stadionie 3:0 rezerwy Hutnika Kraków. To był wyjątkowy dzień dla całego klubu. Na trybunach zasiadło ponad tysiąc widzów, którzy nie pomieścili się na krzesełkach na nowo wybudowanej trybunie. W trakcie całego meczu fani mieli powody do zadowolenia. Dwie z bramek zdobył debiutujący w nowych barwach Sławomir Peszko, którego zejście z boiska w doliczonym czasie gry fani swkitowali gromkimi brawami. A po spotkaniu "Peszkin" został i rozdawał autografy, pozował do zdjęć. Solidne spotkanie rozegrał też Miśkiewicz, który kilka razy uchronił swój zespół przed stratą bramki - dokładnie tak, jak jeszcze rok temu robił to w Koronie.

Choć było to tylko spotkanie Ligi Okręgowej, można było naprawdę poczuć się, jak w Ekstraklasie. Po meczu złapaliśmy na chwilę byłego piłkarza Korony Kielce. Z Michałem Miśkiewiczem porozmawialiśmy o Wieczystej, ale i o zespole żółto-czerwonych, o którym 31-latek wciąż pamięta. Z jednej strony dlatego, bo Kielce przez rok gry w tym mieście po prostu stały mu się bliskie. A z drugiej, ponieważ pewne sprawy z tamtego okresu zakończyły się nie tak, jak powinny.

Ale ten czas szybko leci. Właśnie rozpoczyna pan drugi sezon w barwach Wieczystej Kraków w Lidze Okręgowej. A jeszcze rok temu była Ekstraklasa.

- Faktycznie, bardzo szybko. Fajnie zaczęliśmy, bo od efektownego zwycięstwa na inaugurację. Graliśmy co prawda z rezerwami Hutnika, ale z racji, że odwołany został sparing pierwszej drużyny, to przyjechali do nas praktycznie wszyscy zawodnicy z "jedynki". Można powiedzieć, że graliśmy dziś z drugoligowym Hutnikiem. Wynik pozytywny, a myślę, że gra też mogła się podobać, bo było kilka fajnych okazji. Rywalom pomógł trochę bramkarz, ale u nas atak i obrona funkcjonowały bardzo dobrze. Pierwsze koty za płoty.

W pierwszej połowie nie miał pan za wiele pracy, ale w drugiej rywale zatrudnili już pana do interwencji.

- Można się przyczepić, że trochę ospale weszliśmy w tą drugą połowę. Rywale ruszyli i trochę nas tym stłoczyli do defensywy. Koniec końców udało się nic nie stracić żadnej bramki i dorzucić jeszcze jedną z przodu. Myślę, że gdybyśmy w tych pierwszych minutach po przerwie stracili bramkę, to mogłoby się to jeszcze różnie potoczyć. Ale jest dobrze.

Parę razy mocno zdenerwował się pan na kolegów z drużyny.

- Na większych stadionach, w Ekstrakalsie, tego nie słychać (śmiech). Taki jestem, że zawsze krzyczę na kolegów, podpowiadam im. A tutaj może jeszcze bardziej się do tego poczuwam, bo mocno się w ten projekt zaangażowałem.

Grając w Lidze Okręgowej można mówić jeszcze o jakimkolwiek stresie? 

- Raczej nie, tutaj chodzi o coś innego. Są to takie mecze, w których taki zawodnik jak ja, albo takiego kalibru jak Sławek Peszko, schodzący z wyższej klasy rozgrywkowej, może dużo stracić. Jakaś jedna niefortunna interwencja, jedno nieczyste zagranie i od razu wszyscy będą na ciebie buczeć i huczeć. Z tego powodu trzeba cały czas być maksymalnie skoncentrowanym - szczególnie w takim meczu, jak dzisiaj. Czasami zdarzają się takie spotkania, że jest przestój i jedna, druga piłka wywalona przez obrońców i tyle pracy. Taka specyfika tej ligi, szczególnie z taką drużyną, jaką my mamy. Bardziej tu chodzi o zachowanie koncentracji, niż jakikolwiek stres.

W centrum wydarzeń był oczywiście debiut Sławomira Peszki. Można było poczuć atmosferę piłkarskiego święta. 

- Myślę, że taki też był zamiar. Wiadomo, jaki jest Sławek. W porównaniu do mnie, czy innych chłopaków, którzy tu przychodzą, jest osobą bardzo mocno medialną i ma opinię fajnego, pozytywnego chłopaka. Wszyscy zawsze go życzliwie przyjmują. Czasami niektórym coś nie pasuje, ale ludzie najzwyczajniej w świecie go lubią. A to przekłada się na stronę marketingową, której nasz klub potrzebuje. Ta otoczka nie jest budowana od zera, bo klub ma swoją historię, istnieje od 1942 roku, ale teraz jesteśmy świadkami jego nowożytniej historii, czegoś, czego wcześniej tu nie było. Aby przyciągnąć kibiców do oglądania naszych meczów, potrzebny jest każdy impuls PR-owy.  I mam tu na myśli nie tylko samą osobę Sławka, ale samą grę, jaką prezentujemy. Przy Chałupnika 16 rodzi się kolejna opcja dla ludzi z Krakowa, gdzie można przychodzić na mecze. Na razie co prawda w niższej klasie rozgrywkowej, ale plany klubu są znacznie większe. I to widać, bo progres jest z tygodnia na tydzień. To nie jest tylko puste gadanie.

Jak żyje się w takiej ekstraklasowej szatni w Lidze Okręgowej?

- To nie tylko ja, czy Sławek, ale jest wielu chłopaków, którzy mają obycie w wyższych ligach. Mamy fajną ekipę. Szczerze mówiąc, jeśli wyłączyć samą klasę rozgrywkową, w jakiej gramy, to ja się czuję, jak w Ekstraklasie. Powstał nowy budynek klubowy, trybuna dla kibiców, nowe boiska, które są na najwyższym poziomie. Infrastruktura robi wrażenie. Treningi także są bardzo jakościowe. Kiedy wychodzimy na trening z trenerem Przemysławem Cecherzem, albo z trenerem bramkarzy Krzysztofem Wajdą, wszystko jest na poziomie ekstraklasowym. Byt mamy zapewniony na półce ekstraklasowej. To jest ewenement, bo przecież gramy w Lidze Okręgowej.

Mając Sławka Peszkę... będziecie świętować pierwsze zwycięstwo?

- (śmiech). Do tego to nam akurat Sławek nie był potrzebny, bo drużyna zawsze sobie nieźle radzi (śmiech). Coś może delikatnie będzie, ale bez szału, bo za dwa dni mamy następny mecz (rozmawialiśmy w środę - przyp, red.). A trzeba się skupić na każdym spotkaniu, nawet ze słabszym przeciwnikiem, żeby nie tracić głupich punktów, jak to było na jesieni tamtego roku.

Nie ma co ukrywać - radość w szatni była duża. Nawet muzyka poleciała - i to ta sama "nuta", co z pana czasów w Koronie.

- Oczywiście, cieszymy się, bo graliśmy z Hutnikiem i to był nasz pierwszy mecz. Były różne podteksty i każdy chciał się pokazać z jak najlepszej strony. Myślę, że będziemy tak budować drużynę, aby radość była po każdym meczu - czy wygranym więcej, czy mniej, czy z przeciwnikiem lepszym, czy gorszym. Chcemy, żeby rozwijała się nie tylko infrastruktura, ale też drużyna, jej jakość piłkarska i atmosfera.

Sporym zaskoczeniem było to, że w wieku 30 lat porzucił pan Ekstraklasę na rzecz Ligi Okręgowej.

- I muszę przyznać, że naprawdę się z tym miejscem związuję. Kiedy przychodziłem tutaj we wrześniu poprzedniego roku, był spory przeskok. Wtedy jeszcze nic tutaj nie było robione i tak naprawdę musiałem uwierzyć na słowo prezesa, aby przejść z Korony, z Ekstraklasy, do szóstej ligi. Ja w to uwierzyłem i nie żałuję. Ludzie są słowni, a za tymi słowami od razu idą czyny. A co będzie dalej? Zobaczymy. Mam nadzieję, że ludzie w klubie są ze mnie zadowoleni i oprócz jakości w meczach, daję też coś poza nimi. 

Ale oferty z innych klubów były, aby pograć gdzieś wyżej.

- Były, ale już wcześniej dałem słowo, że przyjdę do Wieczystej. 

Odchodząc z Korony?

- (Chwila ciszy). To zawiły temat. 

Minął już rok.

- Nie jestem taki, żeby pewne rzeczy wywlekać. To, że się tak potoczyło, że też wypadkowa różnych rzeczy. Nie chcę o tym dzisiaj mówić. Czasami człowiek mocno ufa ludziom, którzy podpowiadają... Finalnie wszystko się dobrze skończyło, dlatego nie chcę do tego wracać. Oferty były, nawet jeszcze w momencie, kiedy dostałem trzy dni na zastanowienie się przed podpisaniem kontraktu z Wieczystą. Prezes przedstawił mi ofertę, plany klubu. Jeszcze wtedy pojawiały się zapytania, ale odmawiałem, bo dałem słowo w Wieczystej. No i się toczy.

Ma pan żal do Korony?

- Sporo wypadkowych się na to wszystko złożyło. Szczerze mówiąc, tak, wielka szkoda, że tak to się potoczyło. Jest mi żal, bo dostaje się dwa, trzy słowa od - byłego już - prezesa klubu (Krzysztof Zając zapowiedział dymisję, ale jeszcze nie odszedł - przyp. red.), który zapewnia, że będą podejmowane ze mną rozmowy na temat nowego kontraktu i żebym za niczym się w styczniu, grudniu nie rozglądał, a potem wszystko się rozpływa. Zmieniają się zdania, robi się co innego. Ja nie lubię czegoś takiego. Lubię, jak ktoś powie ci to prosto w oczy. Jak ktoś przychodzi, woła, gwarantuje, że będą rozmowy o przedłużeniu kontraktu, to potem przyszedłby jeszcze raz i powiedział: słuchaj, jednak nie, przemyśleliśmy to i jednak tak nie będzie... Jestem takim człowiekiem, że cenię sobie szczerość. A potem wychodzi, jak wychodzi... Dzisiaj chyba każdy do byłego prezesa Korony ma jakieś "ale". Niestety. Ale skoro już go nie ma...

Mam nadzieję, że w Koronie wszystko się poukłada. Kielce i całe świętokrzyskie potrzebują klubu w Ekstraklasie. Mówię to, będąc z Krakowa. Mam duży sentyment do tego miasta i klubu. W Koronie była fajna grupa chłopaków i kibice zasługują, aby ich klub grał dalej na najwyższym szczeblu. Cały czas obserwuję, co się dzieje. Nie jest tak, że nie czytam, że się zupełnie odciąłem. Wiem, że miasto przejęło znów klub i jest nadzieja, że Korona pójdzie do przodu. Mam natomiast nadzieję, że jeśli miasto znów zdecyduje się oddać komuś klub, to że będą to poważni ludzie, który zapewnią Koronie rozwój. Świętokrzyskie nie ma takiego miejsca, które dorównałoby Koronie. Jest KSZO, ale Kielce to inna półka. Mam nadzieję, że trener Bartoszek odbuduje ten klub i przede wszystkim atmosferę. Poznałem w tam wielu fajnych ludzi.

Ma pan jeszcze z kimś kontakt?

- Sporadyczny. Niby od mojego odejścia minął tylko rok, ale w Koronie się bardzo pozmieniało. Osoby, które funkcjonowały tam za moich czasów, były bardzo wartościowe. I mówię tu nie tylko o piłkarzach, ale też o pracownikach - takich jak były rzecznik prasowy Paweł Jańczyk, czy "Siejo". Dawali Koronie naprawdę dużo i mam nadzieję, że jeszcze wrócą i będą pomagać przy tym projekcie, aby Korona wróciła na właściwe tory.

Nie jest pan jedynym, który odszedł z Korony w niezbyt przyjemnej atmosferze.

- Z racji, że nie rozegrałem wielu meczów i nie byłem znaczącą postacią, nikt się w to mocniej nie zagłębiał i nie interesował. Ja to zawsze zachowuję dla siebie, bo sporadycznie rozmawiam z mediami i udzielam wywiadów. 

Kibice pana cenili.

- Wiem też, o co mogli mieć do mnie żal. To te dwa mecze - z Zagłębiem Sosnowiec (1:4) i Wisłą Kraków (2:6). To drugie spotkanie kompletnie nam nie wyszło - to ważny mecz dla kibiców, a ja byłem w tym umoczony. Podkreślałem po tym spotkaniu, że biorę za to odpowiedzialność. To była wypadkowa kolejnych sytuacji. Mecz z Zagłębiem był już sygnałem, że wypadałoby coś zmienić. Nie zrobiono tego.

Jak układała się panu współpraca z Gino Lettierim?

- Powiem tak - kontakt, mimo wszystko, mieliśmy dobry. Uważam go za bardzo dobrego trenera. Naprawdę. Tylko problem jest w tym, że jeśli ktoś jest bardzo dobrym trenerem i zna się na treningu, to nie zawsze idzie to w parze z osobowością pozaboiskową. Stąd brały się te jego dziwne decyzje. Gdyby to wyeliminował i czasami decydował inaczej, to myślę, że mógłby pracować w Koronie jeszcze dłużej. Był charakterny. Chłopaki też potwierdzą, że treningi były bardzo fajne. Ale ta osobowość, charakter, to, co wewnątrz szatni... Za byciem dobrym trenerem musi też iść człowieczeństwo. Czasami warto pomyśleć, jak ktoś inny poczuje się w danej sytuacji.

Lettieri stracił szatnię?

- To już zaczęło się dziać przy tych dwóch meczach - z Zagłębiem i Wisłą. Potem udało nam się zrobić jeszcze jakieś punkty, ale to już nie było to samo, co na początku sezonu, czy tego następnego, kiedy już odszedłem z klubu. Sporo o tym rozmawialiśmy z chłopakami. Konsekwencją tego były kolejne problemy - słaby początek sezonu, zwolnienie trenera Lettieriego, zatrudnienie Mirosława Smyły, co też nie do końca się sprawdziło. Może jakby trochę wcześniej miał miejsce powrót trenera Bartoszka, byłoby inaczej. Nie znam go osobiście, więc trudno mi się wypowiadać, ale wiem, że został entuzjastycznie przyjęty. Myślę, że Korona miała jakość, a już na pewno taką, aby nie spaść z ligi. Gdyby tylko szła za tym jeszcze atmosfera. Z tego co słyszałem, to trener Bartoszek jest osobą, która bardzo dobrze buduje szatnię i atmosferę w drużynie. Teraz pojawiła się też w Koronie młodzież i szkoda tylko, że tak późno. Ale człowiek uczy się na błędach. Mam nadzieję, że Korona nauczy się na tych błędach i w nowym sezonie postawi na chłopaków, którzy się wyróżniają. 

Spędził pan w Koronie tylko rok i wiele meczów pan nie zagrał, a wypowiada się o klubie bardzo miło.

- Oczywiście, a dlaczego nie? Oprócz kilku przypadków, w których ktoś mi zaszedł za skórę, to mam bardzo miłe wspomnienia i nigdy nie przekreśla to ogólnego punktu widzenia. W Koronie czułem się bardzo dobrze i mówię, jak jest. 

Grając w Wieczystej zerka pan jeszcze na wyższe ligi?

- Oczywiście! Jak tylko gra Ekstraklasa to mecze, których nigdy nie opuszczę, to spotkania Wisły Kraków i Korony Kielce. No chyba, że kolidują ze sobą, to przełączam po programach lub oglądam skróty. Wisła - to wiadomo, jestem z Krakowa, grałem w tym klubie i jestem z nim związany. W Koronie z kolei czułem się bardzo dobrze. Szanuję ten klub i mu kibicuję.

Wisła też miała swoje turbulencje.

- Też miała i z nich wychodzi. Mam nadzieję, że już niedługo na prostą. To nie jest klub, który powinien - tak jak Korona - grać w pierwszej lidze. Jej miejsce jest w Ekstraklasie. Problemy są, jakie są, ale mam nadzieję, że grupa ratunkowa na czele z Kubą Błaszczykowskim da radę. Na to potrzeba dużo czasu - albo na znalezienie inwestora, albo systematycznej, ciężkiej pracy, wiary w ludzi i kibiców. Wisła powinna bić się o czołowe miejsca, bo byłoby to z korzyścią dla całej ligi. 

Taki inwestor i ludzie są w Wieczystej. Zobaczymy pana jeszcze gdzieś na wyższym poziomie, czy chce pan zakończyć karierę w rodzinnym mieście?

- Jestem jeszcze młody, ale zaufałem ludziom w Wieczystej. Na razie jestem tutaj dogadany, a co będzie, zobaczymy. 

Rozmawiał: Mateusz Kaleta

Trening Personalny Fitness Dieta Kielce

------------

Dziękujemy, że jesteś z nami i wspierasz twórczość dostępną na CKsport.pl. Kliknij w link poniżej i postaw naszej redakcji symboliczną kawę.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Wasze komentarze

realny2020-08-14 08:39:39
Tak, czyli Michał Miskiewicz potwierdził ,że gangreną klubu był trener i prezes.
Krzychu19732020-08-14 10:04:04
Ten kryminał który odwalił w meczu z wisłą(2:6) był niedowybaczenia.. 6strzałow 6 bramek jeszcze z jego byłym klubem bo gral dlugo w wiśle.. pan ręcznik a nie pan piłkarz. nie żałujemy! Okręgówka to jego miejsce. pokazał że nie ma ambicji a jedynie kasa.
pamiętamy2020-08-14 10:07:09
6 bramek puszczonych z wISŁĄ
Nikt mi nie wmówi że to przypadkowe bramki były, że jako bramkarz nie zawinił przy nich.
mm2020-08-14 10:11:10
Miśkiewicz ty masz żal do Zająca, a my mamy żal za mecz z Wisłą do Ciebie - jestem pewien, że przy każdej bramce mogłeś zrobić więcej. Ręcznik zawieszony na poprzeczce miałby takie same statystyki.
@realny2020-08-14 13:37:37
Odnoszę wyrażenie, że redaktorzy CK Sport jak tylko słyszą ataki byłych pracowników na klub, teraz prezesa ("zapowiedział dymisję, ale jeszcze nie odszedł" może "jeszcze nie ustąpił stanowiska"), to normalnie z wypiekami na twarzy to relacjonują, nie zastanawiając się w ogóle nad ewentualnymi negatywnymi konsekwencjami dla klubu Korona Kielce.
Może więcej obiektywizmu?
@@realny2020-08-14 18:21:49
Obiektywnie jest tak że spółka lettieri plus zając plus niemcy doprowadziła klub do ruiny.

Ostatnie wiadomości

Przed Koroną Kielce finałowy mecz sezonu. Zespół ze stolicy regionu świętokrzyskiego wyjedzie do Poznania na spotkanie z miejscowym Lechem. Z jakim „Kolejorzem” zagra?
Fani Lecha Poznań zamierzają pokazać władzom klubu swoje niezadowolenie. Zapowiadają, że zrobią to podczas najbliższego meczu – informuje TVP 3 Poznań.
Już 2 czerwca na terenie Kielc ruszy Puchar Europy w triathlonie. W imprezie weźmie udział 170 zawodników i zawodniczek, w tym 20 z Polski. Zmagania zostaną rozegrane w okolicach ulicy Zagnańskiej, na której w czasie zawodów mogą wystąpić utrudnienia.
Sandro Mestrić znalazł się w szerokiej 20-osobowej kadrze reprezentacji Chorwacji na Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Miejsca zabrakło dla Igora Karacicia.
W ostatniej kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce zagra na wyjeździe z Lechem Poznań. Spotkanie przy Bułgarskiej rozstrzygnie o utrzymaniu „żółto-czerwonych” w piłkarskiej elicie.
Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że w sobotę Korona Kielce zagra finał o PKO BP Ekstraklasę. Żółto-czerwoni zmierzą się bowiem z Lechem Poznań. Stawką meczu jest utrzymanie.
Arbiter Daniel Stefański poprowadzi sobotnie spotkanie 34. kolejki PKO BP Ekstraklasy między Lechem Poznań, a Koroną Kielce. Będzie to 43. mecz żółto-czerwonych poprowadzony przez tego sędziego.
Trudno sobie wyobrazić dzisiejszą Koronę Kielce bez Martina Remalce'a w składzie. Belg rządzi i dzieli w środku pola, co tym razem dało wymierne korzyści w starciu z Ruchem Chorzów. Piłkarz został doceniony przez fanów żółto-czerwonych.
Jakub Łukowski ma odejść po sezonie z Korony Kielce – taka informacja pojawiła się na jednym z portali społecznościowych. Kierunkiem transferu ma być Widzew Łódź a o tę pogłoskę zapytany został Kamil Kuzera.
Przed Koroną Kielce finał sezonu. Już w najbliższą sobotę „żółto-czerwoni” zagrają na wyjeździe z Lechem Poznań. – Nie myślimy o tym, że coś może pójść nie tak – powiedział przed spotkaniem Bartosz Kwiecień, kapitan „Koroniarzy”.
– Ilość złych rzeczy, jaka przytrafiła nam się w tym sezonie sprawia, że to nie może się tak skończyć. Wierzę, że dobre zakończenie meczem w Poznaniu – mówi przed sobotnim starciem z Lechem trener Kamil Kuzera.
Przed Koroną Kielce finał finałów, czyli mecz z Lechem Poznań, którego stawką jest utrzymanie na najwyższym szczeblu rozgrywek. Szkoleniowiec żółto-czerwonych informuje o sytuacji kadrowej zespołu.
Były zawodnik Vive Kielce Ivan Čupić zakończy sportową karierę i zostanie asystentem trenera RK Zagrzeb.
Protest Industrii Kielce nie został rozpatrzony. Taką decyzję podjął komisarz Orlen Superligi Piotr Łebek.
W drugim finałowym pojedynku Orlen Superligi Industria Kielce podejmie we własnej hali Orlen Wisłę Płock. – To nie jest też tak, że gramy katastrofalnie w ofensywie, tylko Wisła prezentuje się znakomicie w obronie i jest do tych meczów świetnie przygotowana – powiedział Paweł Paczkowski, rozgrywający „żółto-biało-niebieskich”.
– Musimy pamiętać, że Płock gra naprawdę dobrą piłkę ręczną – powiedział przed drugim meczem finałowym z wicemistrzami Polski, Krzysztof Lijewski drugi trener„żółto-biało-niebieskich”.
W najbliższą sobotę 25 maja Akademia Piłkarska DAP Kielce podczas uroczystej gali świętować będzie 10-lecie swojego istnienia. To ważne dla całej społeczności DAP Kielce wydarzenie odbędzie się w sali Omega Centrum Kongresowego Targów Kielce.
W związku z nieprawidłowo zdobytą bramką w ostatniej akcji meczu Orlen Wisła Płock – Industria Kielce, goście złożyli protest. O ile jego odrzucenia można było się spodziewać, tak argumentacja jest zaskakująca. Komunikat Orlen Superligi skomentowali żółto-biało-niebiescy.
Przedostatnia seria gier na zapleczu przyniosła kilka ciekawych spotkań. Zdecydowanie największe zainteresowanie budziły derby Trójmiasta, w których punkt zdobyty przez Arkę oznaczałby zapewnienie sobie awansu. Gdynianie jednak przegrali, a o awans zagrają w ostatniej kolejce z GKS-em Katowice.
Już w najbliższą sobotę całej piłkarskiej Polsce towarzyszyć będą emocje związane z ostatnią kolejką PKO BP Ekstraklasy. O życie w ostatniej serii gier walczyć będzie Korona Kielce, która zmierzy się na wyjeździe z Lechem Poznań.
Przed Industrią Kielce druga (i miejmy nadzieję nieostatnia) Święta Wojna w tym sezonie. Szczypiorniści podejmą w Hali Legionów drużynę Orlen Wisły Płock, która w pierwszym mistrzowskim starciu wygrała 24:23. – Jesteśmy pod ścianą – przyznaje Tomasz Gębala.
Protest Industrii Kielce został odrzucony – poinformowała Orlen Superliga. Trafienia Kiryla Samoili zostało uznane za prawidłowe z powodu... małej liczby kamer.
W sobotę pierwsza drużyna Korony Kielce pokonała Ruch Chorzów, dając sobie nadzieję na utrzymanie. W niedzielę zaś wygraną zanotowali gracze „dwójki”. Wygraną, która przypieczętowała awans zespołu do 3. ligi.
Ekstraklasa S.A. oraz Polski Związek Piłki Nożnej opublikowali terminarz zmagań o tytuł mistrza Polski 2024/2025. Mecze inaugurującej sezon kolejki zaplanowane zostały na weekend 19-21 lipca – tydzień po zakończeniu EURO 2024.
Skrzydłowy Korony Kielce Jacek Podgórski został nominowany do najlepszej jedenastki 33. kolejki PKO BP Ekstraklasy.
Stoły bilardowe nie są już tylko meblami widywanymi w klubach, hotelach czy na turniejach bilarda. Ostatnie lata przyniosły konstrukcyjne innowacje, które nadały stołom bilardowym zupełnie nowe funkcje i zastosowania. Obecnie stoły bilardowe mogą z powodzeniem stanąć w domowym salonie, na tarasie lub w ogrodzie. Krajowy producent mebli - firma Lissy od wielu lat specjalizuje się produkcji stołów bilardowych. Oferta firmy jest kompletna, dlatego warto poznać najważniejsze rodzaje stołów bilardowy
Marek Papszun został trenerem Rakowa Częstochowa. Szkoleniowiec na tym stanowisku zastąpi swojego byłego asystenta Dawida Szwargę.
Korona Kielce staje przed niezwykle trudnym zadaniem utrzymania w PKO BP Ekstraklasie. Zwycięstwo z Lechem Poznań może sprawić, że stanie się to jednak możliwe.
Po 33. kolejkach PKO BP Ekstraklasy nadal nie znamy ostatniego spadkowicza z ligi oraz mistrza Polski. Wszystko rozstrzygnie się w ostatniej serii gier.
Przepis o młodzieżowcu zostaje na kolejny sezon w PKO BP Ekstraklasie, takie informacje przekazuje portal Meczyki.pl. Co oznacza to dla Korony Kielce?

Copyright © 2024 CKsport.pl Redakcja Reklama

Projekt i wykonanie: CK Media Group