Część szósta: Defensywni pomocnicy! Wybieramy "jedenastkę" Korony Kielce dziesięciolecia CKsport.pl

11-04-2020 07:30,
Mateusz Kaleta

Piłkarze od czarnej roboty, często niedocenianej, niewidocznej gołym okiem. Bez nich nie istniałby jednak środek pola. Dziś, w ostatniej przedświątecznej odsłonie naszego nowego cyklu, bierzemy pod uwagę defensywnych pomocników! Razem z Wami - czytelnikami - wybieramy najlepszą "jedenastkę" Korony Kielce ostatniego dziesięciolecia, a więc lat 2009-2020, w których istniał portal CKsport.pl.

Przez ostatnie lata Korona Kielce mogła liczyć na szkielet zespołu, który nie ulegał zmianie. Ci piłkarze na stałe zapisali się w historii zespołu. Proponujemy Wam czterech zawodników, z których Wy wybierzecie tego jedynego - najlepszego. 

REKLAMA

To ostatnie głosowanie przed świętami. Do cyklu wrócimy już po Wielkanocy - we wtorek. Przypominamy także o poprzedniej części, w której wybieraliśmy najlepszego skrzydłowego żółto-czerwonych. Swój głos można wciąż oddać W TYM MIEJSCU.

Vlastimir Jovanović

Mało kto zna historię jego przyjścia do Korony, a była ona niestandardowa. Pierwszy raz styczność z kieleckim klubem miał w… Turcji. Zimą 2010 roku Żółto-czerwoni przebywali na zgrupowaniu zagranicznym. W jednym ze sparingów Korona grała ze Slavią Sarajevo, w której brylował właśnie „Jova”. Pokazał się jednak także z innej, bojowej strony. Po jednym z fauli kielczan, Jovanović chciał skorzystać ze swoich umiejętności karateki (ma czarny pas). Doszło do dużej awantury, podczas której Kamil Kuzera powalił Bośniaka i uszkodził mu bark. Jovanović musiał trafić do szpitala… Pół roku później był już w Koronie, bo bardzo spodobał się trenerowi Marcinowi Sasalowi. W kieleckim klubie miał duże problemy z aklimatyzacją, ale pomogli mu Aleksandar Vuković i Nikola Mijailović. Gdy tylko nabrał śmiałości i nauczył się języka polskiego, pokazał pełnię swoich umiejętności. Przy „Vuko” dojrzał piłkarsko, a potem musiał zastąpić swojego „mistrza”. W sumie w barwach Korony w ekstraklasie wystąpił w 176 meczach, co jest drugim wynikiem w historii kieleckiego klubu. W 2016 roku odszedł do Termaliki Bruk-Bet Nieciecza, gdzie gra do dziś.

Aleksandar Vuković

Mimo że mentalnie i zawodowo jest bardziej związany z Legią Warszawa, to zawsze wspomina, że Kielce to jego drugi dom. Bo został tu przyjęty bardzo serdecznie, za co odpłacił się na boisku świetną grą. Do Korony przyszedł w 2010 roku jako utytułowany zawodnik i od początku pokazywał, że w polskiej lidze dalej ciężko było znaleźć wielu lepszych piłkarzy na jego pozycji. Szczyt formy to oczywiście sezon 2011/2012. Był generałem kieleckiego zespołu w środku pola. Trener Leszek Ojrzyński zawsze powtarzał, że Korona z Vukoviciem, a Korona bez Vukovicia to zupełnie inne drużyny. Pokazał to niestety kolejny sezon, w którym „Vuko” przez większość czasu leczył kontuzję pleców. Żółto-czerwony zespół nie prezentował się wtedy tak dobrze. Walka o powrót na boisko była bardzo ciężka. Udało się tylko na moment. 7 kwietnia 2013 roku Vuković wystąpił w spotkaniu z GKS-em Bełchatów po półrocznej przerwie. Wytrzymał 62 minuty. Ból był jednak zbyt duży… Zaledwie tydzień później zawodnik rozwiązał kontrakt z Koroną i zakończył swoją bogatą karierę. Kielecki klub jednak wyciągnął do niego rękę na początku 2014, kiedy został włączony do sztabu szkoleniowego trenera Jose Rojo Martina Pachety. To właśnie w Koronie zdobywał pierwsze szlify jako szkoleniowiec. Obecnie prowadzi Legię Warszawa.

Jakub Żubrowski

Członek obecnej Korony, wychowanek klubu, który szedł do zespołu trochę na około. Przykład "Żubra" pokazuje jednak, że czasami warto zrobić krok lub dwa w tył, aby potem zrobić trzy do przodu. Zaczynał od podawania piłek na meczach Korony, grze w juniorach i drugiej drużynie. Jako 20-latek przeszedł do Stali Mielec, której kapitanem został trzy lata później. Z zespołem świętował najpierw awans do drugiej ligi, a potem, w 2016 roku, na zaplecze ekstraklasy. Do Kielc wrócił zimą 2017 jako dojrzalszy, ukształtowany piłkarz, a Korona zapłaciła za niego kwotę odstępnego. Od tamtej pory "Żuber" jest podstawowym piłkarzem żółto-czerwonych. To zawodnik od "czarnej roboty", często może nie widowiskowej, ale bardzo ważnej w środku pola. Dobrymi występami w swoich dwóch pierwszych sezonach w Koronie szybko zwrócił na siebie uwagę innych klubów - wymieniało się m. in. zainteresowanie Cracovii, Lecha Poznań, a także klubów z Niemiec oraz Włoch. Trafił też do notatnika selekcjonera Adama Nawałki, który obserwował go pod kątem wyjazdu na Mundial. Dziś to też jeden z piłkarzy z najdłuższym stażem w żółto-czerwonej ekipie. Do tego członek rady drużyny, lider, przywódca. Wraz z końcem czerwca wygasa jego kontrakt i na razie nie wiadomo, co będzie dalej. Jeszcze w tym sezonie powinna mu stuknąć setka występów w żółto-czerwonej koszulce. Ma ich obecnie 98, w których strzelił 2 bramki.

Mateusz Możdżeń

Duet środkowych pomocników, jaki stworzył pod wodzą najpierw Macieja Bartoszka, a potem Gino Lettieriego z Jakubem Żuborwskim, był chyba najlepszym w całej ekstraklasie. Oczywiście do czasu, aż Włoch nie zaczął stawiać na... Olivera Petraka. "Możdżu" to środkowy pomocnik z łatką tego, który "potrafi uderzyć", co pokazywał w barwach Korony ośmiokrotnie. Śmiał się z tego, że w swojej karierze grał już chyba na wszystkich możliwych pozycjach. Przy Ściegiennego spędził dwa i pół roku. Zawsze solidny, pewny punkt drużyny, dobry duch szatni. Nie bał się powiedzieć swojego zdania, za co zapłacił... odejściem z klubu. - Środek pola lubił sobie pograć, a my mieliśmy zakaz, trener życzył sobie grać długą piłką na Kaczarawę. Wiadomo, jak się skończyło - powiedział, krytykując taktykę, po odpadnięciu Korony z półfinału Pucharu Polski z Arką Gdynia. Potem coraz mniej pojawiał się w składzie zespołu, a brak chemii i porozumienia z Lettierim sprawił, że "Możdżu" opuścił Kielce i wybrał Sosnowiec. Z Zagłębiem spadł z Ekstraklasy, a teraz, choć marzył mu się wyjazd zagraniczny, gra w drugiej lidze w barwach Widzewa Łódź. W Koronie rozegrał łącznie 88 meczów. W barwach Lecha Poznań, razem z Jackiem Kiełbem, występował w Lidze Europy przeciwko Manchesterowi City. Anglikom strzelił bramkę, która prześladuje go przez całą piłkarską karierę.

fot: Paula Duda, Grzegorz Tatar

Prokoder Studio
Reklamy Kielce: Kasetony reklamowe, szyldy,
oklejanie witryn, samochodów i autobusów, drukarnia
wielkoformatowa,
gadżety reklamowe, strony internetowe, projekty graficzne, gadżety
reklamowe

Wasze komentarze

Matix2020-04-11 11:12:36
Trudny wybór pomiędzy trójką, Vuko, Jova i Możdzu to na prawdę podobny poziom. Może to będzie brutalne ale Vuko odrzuce przez to, że nie darzę go jakąś sympatią, a więc chyba Jova, przypomina piękne czasy Korony najbardziej.
Pawel2020-04-11 11:50:44
Wszyscy dobrzy ale Jova wygra
CK Daniek2020-04-11 11:51:00
Zuber nasz wychowanek
NOON2020-04-11 12:48:03
Hermes?
Tylko z tej dwójki2020-04-11 14:59:24
Jova lub Hermes
Ula2020-04-11 15:17:59
Jovka i Mozdzen
Yeti2020-04-11 15:19:07
Vokovic rzedzil na środku i biegał za dwóch do 90 minuty i za to go cenie\' Walczak. Teraz nam takich piłkarzow brakuje
Weteran CK sportu2020-04-11 15:19:26
Dla mnie Jovanovic
Jareczek Z.2020-04-11 15:19:58
Tylko Jova
Toledo2020-04-11 15:20:32
Żuberek nasz wychowanek gra do dziś
Fred2020-04-11 19:06:40
Nie wiem jak można było pożegnać Jovanovica
Tom2020-04-11 22:43:39
Tylko Hermes
drąg2020-04-12 09:19:02
Jova solidna firma, wszedł na poziom, który utrzymał do końca pobytu w Koronie. Zawodnik bez wahań formy, prawdziwa rzadkość w Koronie. Te cechy przeważają mimo, że Vuco piłkarsko lepszy. Daj kolejni to półprodukty.
Sady2020-04-12 15:46:12
Przykład w jaki pozbyto się Boćki po wielu latach gry w Koronie to obraz degenarolady we współudziale małp z brzytwami w ręku
Wnuczek1912020-04-12 18:09:49
Znowu brak obiektywizmu, Jova klasa, ale Vuko był obiektywnie lepszy. No ale jest Legionistom więc wiadomo, że nie wygra, tak jak nie wygrał Mijajlovic, który grał w Wiśle. Ranking popularności niestety.
@ck daniek2020-04-13 10:38:03
Wasz konfident ten zubrowski
sycyzor2020-04-16 12:02:58
@@ck daniek

sam ześ konfident

Dodaj komentarz

Projekt i wykonanie: CK Media Group