To, co trener Lettieri wymyślił w pierwszym meczu było... dziwne. Nigdy czegoś takiego nie widziałem

27-07-2019 06:55,
Mateusz Kaleta

Prezes Dukli Praga powiedział o nim, że gdyby pokazywał w meczach to, co robi na treningach, to byłby królem strzelców. W poprzednim sezonie Uroš Djuranović trafił sześć goli, ale apetyt ma znacznie większy. Po odejściu Elii Soriano to właśnie on musi unieść na swoich barkach ciężar zdobywania bramek w Koronie Kielce. I jak zapowiada - stać go na wiele. - Mogę strzelić dużo goli - mówi w długiej rozmowie z naszym portalem nowy napastnik kieleckiego klubu.

POLECAMY: Vuković przed meczem w Kielcach: Koronę zawsze będę darzył dużym szacunkiem

Z Czarnogórcem porozmawialiśmy na wiele tematów. O debiucie, w którym mógł strzelić hat-tricka, o dwuletnim pobycie w czeskiej Dukli Praga, jego piłkarskiej karierze i zbliżającym się wielkimi krokami meczem z Legią Warszawa. Dla 24-letniego Djuranovicia będzie to wyjątkowe spotkanie, bo z trybun będzie obserwować go rodzina, która początkowo krytycznie patrzyła na pomysł sportowej kariery. Obecnie jest natomiast jego największym kibicem. 

REKLAMA

Korona Kielce rozpoczęła sezon w bardzo dobrym stylu. Chyba nie można sobie wyobrazić lepszej inauguracji?

- Marzyliśmy o takim początku. Szczerze mówiąc, spodziewałem się trudniejszego meczu. Graliśmy bardzo dobrze, kontrolowaliśmy przebieg spotkania, operowaliśmy piłką i stworzyliśmy sobie mnóstwo sytuacji do zdobycia gola. Powinniśmy zdobyć jednak więcej bramek, ale brakowało nam wykończenia i trochę szczęścia. Sam miałem cztery dogodne sytuacje, powinienem co najmniej dwie z nich zamienić na gole. Myślę, że każdy zawodnik zasłużył słowa pochwały, bo cały zespół spisał się dobrze. Jesteśmy zadowoleni, zdobyliśmy trzy punkty w pierwszym meczu na wyjeździe i to stawia nas w komfortowej sytuacji przed kolejnymi meczami. 

Dla Rakowa Częstochowa był to pierwszy mecz w Ekstraklasie po 21 latach. Trudno było wam przewidzieć, czego się spodziewać po rywalu?

- Zgadzam się. Tydzień wcześniej graliśmy z ŁKS Łódź, drugim z beniaminków, i oni byli dużo lepsi. Przegraliśmy 3:0. Po Rakowie spodziewałem się podobnej gry, jaką pokazał ŁKS. Teraz nie wiem, czy to my zagraliśmy tak dobrze, czy rywal był słabszy. Nie chcę mówić, że słaby, bo szanuję przeciwnika, ale my zagraliśmy dobre spotkanie i wygraliśmy zasłużenie. Może byliśmy też bardziej wypoczęci. Mecz sparingowy, a ligowy to też inna historia. Motywacja i skupienie jest zupełnie inne.

Jesteś na siebie zły o zmarnowane sytuacje?

- Taka jest piłka. Nie jestem zły, bo najważniejsze dla mnie jest, aby dochodzić do sytuacji. To nam się udawało robić w sobotę bardzo dobrze. Oczywiście, nie wykorzystałem ich i nie zdobyłem żadnego gola, ale wierzę, że jeśli będziemy grać tak dalej i stwarzać sobie tyle sytuacji, to w końcu coś wpadnie i ja także wpiszę się na listę strzelców. Prawda jest jednak taka, że powinienem w tym meczu zdobyć już co najmniej dwa gole.

Dobrze czułeś się w ustawieniu z drugim napastnikiem obok ciebie?

- Graliśmy w bardzo dziwnej formacji, pierwszy raz coś takiego doświadczyłem. Muszę jednak powiedzieć, że trener zaplanował to doskonale. Przeanalizował  przeciwnika i wyłączył go totalnie z gry. Rywale grali 3-5-2, a my wyszliśmy bez skrzydłowych i zagęściliśmy środek. To było jakieś… 4-2-2-2. Nigdy tego nie widziałem wcześniej (śmiech). Jak się jednak okazało, to przyniosło super efekt. Zniszczyliśmy ich, rywale nie wiedzieli co robić. Ja i „Papa” graliśmy w ataku, a Erik (Pačinda – przyp. red.) i „Cebul” grali za nami, jako dwie „dziesiątki”. Trochę dziwne, ale przyniosło nam dobry rezultat.

Jak myślisz, będziecie próbować tego w kolejnych meczach? Trener Lettieri jest znany z tego, że lubi mnóstwo zmieniać.

- Słyszałem o tym. Trener powiedział nam, że każdy następny mecz to osobna historia. On patrzy na przeciwnika i ustala formację oraz zawodników według tego, kto będzie najbardziej przydatny pod konkretnego przeciwnika. I znowu dochodzimy do tego, że… nie wiem, czego się spodziewać (śmiech). Ale to bardzo pozytywne, podoba mi się takie podejście. Zobaczymy, jaki pomysł będzie miał trener na mecz z Legią.

Patrząc na mecz z Rakowem, współpraca między wami wyglądała znakomicie. A przecież w drużynie jest aż dwunastu nowych zawodników. Jesteście już zgrani?

- Na pewno potrzeba trochę czasu, abyśmy my – nowi gracze – zaaklimatyzowali się w zespole. Dla nas wszystko jest nowe – klub, miasto, otoczenie. Z nowych zawodników chyba tylko Michal Papadopulos i Daniel Dziwniel grali wcześniej w Ekstraklasie. Patrzę na wszystko jednak pozytywnie. Nie ma żadnych problemów z komunikacją, rozumiemy się i na pewno będziemy się jeszcze lepiej dogadywać z każdym kolejnym meczem. Trzeba dążyć do tego, żeby wypracować automatyzmy. Gdy na przykład Erik będzie miał piłkę na lewej nodze i chciał dośrodkować, a my będziemy wiedzieć, gdzie tej piłki się spodziewać i jaki jest jego zamiar, wszystkim nam będzie łatwiej. To na pewno przyjdzie z czasem.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że pracujecie ze sobą już od początku okresu przygotowawczego.

- Zdecydowanie. To dobre, że nowi piłkarze przyszli do zespołu tak wcześnie. Mieliśmy dużo wspólnych treningów, sparingi i dużo wolnego czasu, aby się dobrze poznać.

Trener Lettieri mówił o tym, że w tym roku przygotowania do sezonu były łatwiejsze, niż poprzednio.

- Nam też zwrócił na to uwagę. Osobiście nie mam nic przeciwko ciężkiej pracy. W Czechach było  dużo biegania i byłem do tego gotowy. Moje wyniki sprawnościowe w Koronie wypadły dobrze, czuję się też dobrze, dlatego pozytywnie zapatruję się na przyszłość.

Któryś z piłkarzy szczególnie pomaga ci podczas pierwszych dni w Koronie?

- Zdecydowanie Michal Papadopulos. On też jest nowy, ale ma wielkie doświadczenie. Gra na tej samej pozycji, więc wiele mogę się od niego nauczyć. Lubię grać obok niego w ataku. Poza tym możemy rozmawiać w języku czeskim, który zdążyłem poznać, grając dwa lata w Dukli Praga. Z resztą – dla „Papy” to nie ma żadnego znaczenia po jak się komunikujemy. On zna chyba z siedem języków (śmiech).

Jak ci się podoba nowe otoczenie?

- Kielce to fajne miasto do życia. Ostatnie dwa lata spędziłem w Pradze, gdzie było dużo turystów, duży ruch na ulicach i ogółem – większy hałas. Tutaj jest spokojniej. Jestem tu z moją żoną i dziećmi i bardzo nam się podoba. Wszystko, czego potrzebujemy, mamy w zasięgu ręki. W tym tygodniu mieliśmy trochę wolnego czasu, więc pojechaliśmy pozwiedzać Kraków. Spędziliśmy tam cały dzień i bardzo mi się podobało. Byliśmy na rynku, widzieliśmy Wawel, spróbowaliśmy też regionalnego jedzenia. Powoli poznajemy polską kulturę.

A jeśli chodzi o klub i otoczkę?

- Bardzo mi się podoba. Polska to dla mnie nowe otwarcie w życiu i piłkarskiej karierze. Grałem już wcześniej w innych klubach, ale to, w jaki sposób zostałem tutaj przyjęty, zrobiło na mnie bardzo miłe wrażenie. I mówię tu nie tylko o kolegach z zespołu, ale o wszystkich – trenerach, ludziach z klubu, wszystkich pracownikach. Każdy jest tutaj bardzo otwarty, przyjaźnie nastawiony i skory do pomocy. Wszystko w Koronie jest na absolutnym topie, bardzo profesjonalne. Ostatnie dwa lata grałem w Dukli Praga, ale tutaj jest dziesięć razy lepiej, zupełnie bez porównania. Z tego powodu jestem bardzo zadowolony, że tu jestem.

Gdzie na boisku czujesz się najlepiej?

- Najbardziej lubię pozycję środkowego napastnika. Umiem oczywiście grać też na obu skrzydłach, albo na „dziesiątce”. Dam sobie radę wszędzie w przedniej formacji. W Dukli najczęściej grałem jako napastnik i to mi chyba najbardziej odpowiada. W pierwszym roku byłem jedynym napastnikiem, potem w drugim sezonie po zmianie trenera przeszliśmy na dwójkę i tak graliśmy do samego końca sezonu. Dla mnie, jako napastnika, nie ma to żadnego znaczenia. Odnajdę się w różnych ustawieniach. 

Napastnika rozlicza się z bramek. Ile strzelisz w tym sezonie?

- Trudne pytanie (śmiech). W pierwszym meczu zmarnowałem dużo okazji. Ciężko powiedzieć w tym momencie. Zaczekajmy jeszcze na następne mecze. Odpowiem ci po dwóch, może trzech następnych kolejkach (śmiech). Jeśli będziemy stwarzać tak dużo sytuacji, jak w tym pierwszym meczu, mogę strzelić dużo.

Elia Soriano strzelił w poprzednim sezonie 14. Poprzeczka wisi wysoko?

- Zobaczymy. W pierwszym meczu mogłem strzelić już trzy, ale mam zero. Najważniejsze, żebyśmy gromadzili punkty, a wtedy gole przyjdą.

W poprzednim klubie, Dukli Praga, spędziłeś dwa lata. Ostatni sezon nie był jednak udany, spadliście z ligi.

- Ten sezon zaczął się dla nas koszmarnie. Organizacyjnie byliśmy w proszku. Nie mieliśmy trenera, później objął nas asystent. Byliśmy jak amatorzy, nie jak profesjonaliści. W pierwszych siedmiu meczach doznaliśmy siedmiu porażek, mieliśmy zero punktów… Wtedy przyszedł do nas nowy trener. Zaczęliśmy od zwycięstwa, zaczęliśmy zbierać pomału punkty i dźwignęliśmy się z ostatniego miejsca w tabeli. Mimo wszystko trudno było nam się pozbierać. Na samym początku straciliśmy 21 punktów, więc ciężko jest coś takiego odrobić. 

To szczególnie trudne dla ciebie, jako napastnika. Kiedy drużyna traci po trzy, cztery bramki w meczu, trudno jest myśleć o strzelaniu goli i wygrywaniu.

- Mentalność i poczucie pewności siebie spada. To był bardzo trudny sezon. W drugiej części sezonu przeżyliśmy deja vu. Powtórka z tego, co działo się na początku. W 2019 wygraliśmy tylko jeden mecz i spadliśmy z ligi.

Pierwszy rok w Dukli był dla ciebie lepszy?

- Zdecydowanie tak. To był mój pierwszy rok w Dukli, wszystko było nowe i to był spory przeskok po tym, jak wyjechałem z Czarnogóry. Graliśmy nieźle, wygraliśmy więcej meczów. Co prawda więcej goli strzeliłem w drugim sezonie, ale drużynowo na pewno lepszy był pierwszy sezon, zakończony miejscem w środku tabeli.

POLECAMY: "Kosa" na wylocie z Korony! Zagra w II lidze!

Prezydent Dukli powiedział na łamach „Przeglądu Sportowego”, że gdybyś pokazywał w meczach to, co robisz na treningach, to byłbyś królem strzelców. 

- Miłe słowa. To jednak trudne dla napastnika, kiedy gra się w zespole, który jest w ostatni w lidze. Strzeliłem sześć goli, ale przychodziło to z dużym trudem. Napastnik ma łatwiej, jeśli gra w lepszym zespole. 

Można było usłyszeć o tobie głosy, że w Dukli grałeś czasami zbyt indywidualnie i koledzy z drużyny mieli o to pretensje.

- Trudno jest oceniać siebie samego. Nie wiem, może tak to wyglądało z boku? Ale z drugiej strony, powiedz mi, czy w tym pierwszym meczu w Koronie byłem samolubny i grałem indywidualnie?

Nie, wręcz przeciwnie, myślę, że razem z Papadopulosem dużo pracowaliście dla drużyny. 

- Nie chcę się do tego na razie odnosić. Myślę, że po kolejnych meczach będzie można wysnuć jakieś wnioski. Trener też mnie o to na początku zapytał. - Powiedzieli mi, że w Dukli nie podawałeś do kolegów - mówi do mnie. A ja na to, żeby zobaczył mnie na treningach oraz w meczach i wtedy wysnuł wnioski. - To nie był zależne ode mnie. Sam zobaczysz - odpowiedziałem. I rzeczywiście, minęło trochę czasu i trener zmienił zdanie. Myślę, że bycie samolubnym na boisku czasem pomaga, ale nie można z tym przesadzać. Jeśli kolega z zespołu jest na lepszej pozycji, twoim obowiązkiem jest mu podać. 

Niektórzy napastnicy mówią, że asysty nie smakują tak dobrze, jak bramki.

- Ja nie należę do nich. Dla mnie bramka i asysta liczy się tak samo. Nie ma nic lepszego, jeśli w ten sposób mogę pomóc drużynie.

Transfer do Korony uważasz za awans sportowy?

- Zdecydowanie tak. Jestem bardzo zadowolony z tego ruchu. Korona to nie tylko mocniejszy klub niż Dukla, ale cała Ekstraklasa jest lepsza od ligi czeskiej.

Naprawdę?

- Tak. Cała otoczka jest fantastyczna. Wszystko jest świetnie zorganizowana, kibice w Polsce żyją piłką i jest bardzo duże zainteresowanie mediów, macie piękne stadiony. To tak jak w Bundeslidze. Dla mnie to zupełnie inny poziom niż w Czechach. Tam też były wywiady, transmisje telewizyjne. Ale na pewno nie w takim stopniu, jak w Polsce.

A sportowo? Przecież czeskie zespoły co roku grają w europejskich pucharach. Slavia Praga wyeliminowała Sevillę i odpadła w ćwierćfinale Ligi Europy z Chelsea. A tymczasem Legia męczy się z zespołem z Gibraltaru...

- To prawda. Nie mówię tu jednak o Slavii czy Viktorii Pilzno. To są czołowe drużyny, poza zasięgiem reszty. Blisko czołówki jest jeszcze Sparta Praga. Ale reszta? To są słabsze drużyny, przegrywają wiele meczów. Nie mają w ogóle porównania do najlepszych w kraju. W Polsce jest wręcz przeciwnie - tutaj każdy może wygrać z każdym. To niesamowite. Spójrz na pierwszą kolejkę, gdzie Legia przegrała z Pogonią. Niespodzianka. Myślę, że to sprawia, że polska liga jest bardziej atrakcyjniejsza i nigdy nie można być pewnym, co się wydarzy. To jest piękno futbolu.

A w Europie...

W Europie rzeczywiście czeskie drużyny radzą sobie dużo lepiej. Są lepiej plasowane w rankingu, mają łatwiejszą ścieżkę do Ligi Mistrzów czy Ligi Europy. Mistrz Czech, Slavia, zacznie eliminacje od rundy play-off. Tymczasem mistrz Polski zaczyna zmagania już od pierwszej rundy, czyli trzy serie gier wcześniej... To olbrzymia różnica. Wicemistrz Czech gra od 2. rundy eliminacji. Kolejne dwa zespoły i zdobywca pucharu biją się w eliminacjach Ligi Europy. Czechy co roku mają swojego przedstawiciela w Europie i osiągają niezłe wyniki. Patrząc jednak z perspektywy piłkarza, uważam, że polska liga jest lepsza.

Finansowo nie ma porównania.

- Zależy, jak się na to spojrzy. Trzy najlepsze drużyny w lidze czeskiej: Slavia, Viktoria Pilzno, Sparta mają mnóstwo pieniędzy. Pozostałe niekoniecznie. Są jakby dwa stopnie niżej, duża przepaść. Kluby ze środka tabeli w Polsce dysponują większymi środkami, niż średnie drużyny w Czechach. Oczywiście są też wyjątki, bo Legia Warszawa ma zupełnie nieporównywalny budżet do reszty – tak samo jak Slavia i czołówka w Czechach.

Co więc zachęciło cię do przyjścia do Polski?

- Mój kontrakt z Duklą wygasł i byłem wolnym graczem. Nie chciałem go przedłużać, bo nie byłem zadowolony z tego sezonu. OK, byłem najlepszym strzelcem w drużynie, ale spadliśmy z ligi i to był trudny rok. Chciałem grać w lepszym zespole, szukałem czegoś więcej. Oczywiście, nie myślałem o topie Europy, bo to było poza moim zasięgiem, a raczej o drużynie z dobrej ligi, taka, jak Ekstraklasa. Miałem też inne oferty, nawet lepsze finansowo, niż ta z Korony. To nie było jednak najważniejsze. Chciałem grać w klubie z Europy, w którym będę mógł się zaprezentować i pokazać, że jestem wartościowym graczem. 

Korona była bardzo konkretna i zdecydowana. Trener Lettieri chciał mnie w swoim zespole, oglądał mnie podczas kilku meczów w Czechach. Zadzwonił i mówi: „Potrzebuję cię w Koronie”. Więcej nie trzeba było mnie namawiać, byłem zdecydowany od samego początku. Kontrakt podpisaliśmy w dwie minuty. Jak od pstryknięcia palcem. Dla mnie najważniejsze było, że w Kielcach mamy świetne warunki do treningu, bardzo dobrą drużynę i profesjonalne zaplecze. Trener Lettieri jest dobrym fachowcem. Kielce traktuję jako przystanek w mojej karierze. Chcę tutaj pokazać się z dobrej strony i potem piąć się jeszcze wyżej. To jest mój cel.

Nie chciałeś zostać w Czechach? Nie miałeś żadnych ofert?

- Od lepszych zespołów - nie. W Czechach trudno jest o transfer do czołowych drużyn w lidze. W Pradze jest Bohemians, Sparta, Slavia i Dukla, ale Dukla spadła z ligi. Do tych trzech drużyn jest się ciężko dostać, tak samo jak do Viktorii Pilzno. Jeśli chodzi o inne kluby takie jak MFK Karviná, FK Příbram czy Dynamo Czeskie Budziejowice, to nie chciałem do nich iść. W Czechach jest duża przepaść między czołówką, a resztą ligi. Chciałem grać w stabilnym klubie, takim, jakim jest Korona. To idealny wybór dla mnie.

W Ekstraklasie grają twoi rodacy: Vukan Savicević w Wiśle Kraków i Marko Vešović w Legii Warszawa. Miałeś okazję z nimi porozmawiać?

- Z Vukanem jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. Graliśmy razem w reprezentacji Czarnogóry U-21. Kiedy tylko zadzwonili do mnie z Korony, pierwsze co zrobiłem, to był  telefon do Vukana. Pytałem go, jak jest w Polsce, jak mu się podoba liga, jakim klubem jest Korona. Mówił mi same superlatywy. Podkreślił, że to stabilny klub ze środka tabeli, który na pewno nie będzie walczył o utrzymanie, a raczej ma aspiracje do wyższych miejsc. Gdy tylko usłyszałem, że jest tu tak pozytywnie, od razu wiedziałem, że tu przyjdę.

Z Marko nie trzymamy się jakoś blisko, ale jesteśmy znajomymi. Teraz przy okazji meczu z Legią na pewno będzie okazja, aby porozmawiać. To zawsze miłe, kiedy spotyka się za granicą swojego rodaka.

W Kielcach jest także jeszcze jeden czarnogórski sportowiec – Branko Vujović, piłkarz ręczny PGE VIVE. Znacie się?

- O, nie wiedziałem o tym. Na pewno będzie okazja się poznać. Lubię piłkę ręczną, na pewno wybiorę się na mecz w Kielcach. Słyszałem, że to mocna drużyna, jedna z najlepszych w Europie.

Wróćmy do piłki. Co możesz powiedzieć o lidze czarnogórskiej? W Polsce kibice kojarzą raczej serbskie kluby: Crevenę Zvezdę, Partizana. Głośno jest także o zagorzałych kibicach tych drużyn.

- Serbska liga jest bardziej popularna i dużo lepsza. Między czarnogórską, a serbską jest ogromna różnica, zupełnie bez porównania. Nie mówię już o polskiej. Kiedy piłkarz przechodzi z ligi czarnogórskiej do Ekstraklasy, to tak jakby zrobił ze dwadzieścia kroków naraz, za jednym zamachem. Liga czarnogórska nie ma wielkiej jakości. Myślę, że wiele musi się zmienić, aby kiedyś osiągnęła wyższy poziom.

Jak to się w ogóle stało, że zostałeś piłkarzem? Ktoś z twojej rodziny grał wcześniej w piłkę?

- Nikt, naprawdę. Kiedy byłem dzieciakiem, często chodziliśmy z kolegami ze szkoły grać w piłkę. Graliśmy wszędzie. Dosłownie. Jeśli tylko ktoś miał piłkę i znaleźliśmy kawałek wolnego placu, boiska, czy trawy – graliśmy. To była najlepsza rozrywka.

Mieliśmy koło 13-14 lat, kiedy koledzy zaczęli chodzić na pierwsze treningi. Ja także poszedłem. Chciałem zobaczyć, jak to wygląda, sprawdzić się. Spodobało mi się do tego stopnia, że zacząłem to kontynuować. Grałem w grupie ze starszymi o dwa lata, to był rocznik 92’. Zaczęło się bardzo dobrze. Zagrałem kilka meczów, strzeliłem parę bramek. Tak zostałem zauważony przez lepszy klub, mieszczący się w Podgoricy, stolicy kraju. Miałem chyba z 15 lat, kiedy tam wyjechałem. Wszystko działo się niesamowicie szybko. Strzeliłem kilka bramek i za chwilę zostałem zaproszony do młodzieżowej reprezentacji Czarnogóry. Już w pierwszym meczu strzeliłem bramkę. Nie mogłem sobie wymarzyć lepszego początku. Wtedy stało się dla mnie jasne, że to jest mój cel i muszę to dalej kontynuować. Byłem w gronie najlepszych piłkarzy z mojego kraju, więc powiedziałem sobie, że nie mogę odpuścić. Nie dokończyłem szkoły, postawiłem wszystko na piłkę.

Jak na to zareagowali twoi rodzice?

- Co ja ci mogę powiedzieć… Wiadomo, że nie byli zadowoleni (śmiech). "Szkoła, najpierw szkoła" - słyszałem to po parę razy dziennie. Trudno było mi pogodzić obie rzeczy. Wybrałem piłkę. Został mi jeden rok szkoły do zakończenia.

Dokończysz?

- Najpierw piłka (śmiech). Ona dała mi wszystko w życiu.

Ale w piłkę nie gra się przecież całe życie.

- Oczywiście, wiem to. Nie mam problemu z tym, aby iść do pracy. Robiłem to już jako dzieciak. Kiedy miałem trochę wolnego czasu po szkole, pracowałem, żeby zarobić własne pieniądze i nie prosić zawsze o nie rodziców. To nauczyło mnie odpowiedzialności. Od 15. roku życia do teraz zarabiam z piłki. Futbol to spełnienie marzeń, ale może zdarzyć się kontuzja i co wtedy? W piłce nie da się przewidzieć przyszłości. 

Rodzice pogodzili się z twoim wyborem?

- Musieli (śmiech). 

A rodzeństwo?

Kiedy byłem dzieckiem, często grałem w piłkę z moim bratem. Był lepszy ode mnie! Nigdy nie był jednak zainteresowany, żeby trenować i robić to zawodowo. Widocznie to był mój cel, żeby zostać piłkarzem (śmiech). Teraz bardzo mnie wspiera i zawsze kibicuje. Tak samo rodzice. Kiedy grałem w Czechach, przyjeżdżali czasem na mecze Dukli. Teraz tata jest w Kielcach i będzie oglądał niedzielny pojedynek z Legią. Jak każdy rodzic, troszczy się, dba, chce dla ciebie jak najlepiej. Na początku rodzice nie byli zachwyceni, ale teraz bardzo mi kibicują. Oboje mieszkają w Czarnogórze, więc siłą rzeczy nie często mają czas, aby mnie odwiedzać. Mama pracuje w więzieniu dla kobiet, natomiast tata jest już na emeryturze. Był konstruktorem, a teraz zajmuje się gospodarstwem na wsi. Jak mam wolny czas zawsze bardzo chętnie tam wracam. Mogę wypocząć.

A więc motywacja w niedzielę będzie jeszcze większa.

- Na pewno. Wiem, że Legia to mocny zespół i jeden z najlepszych w Polsce. Będziemy grać jedenastu na jedenastu, a w piłce - szczególnie w Ekstraklasie - każdy może wygrać z każdym. Nie boimy się. Chcemy wygrać. Dużo słyszę, że Legia dzisiaj nie jest już tak mocna, jak wcześniej. Nie są też niepokonani, bo przegrali w pierwszej kolejce z Pogonią. Naszym atutem jest to, że gramy u siebie i będą wspierać nas nasi kibice. Nie mamy na sobie tak dużej presji, jak rywale. Oni muszą wygrać. Oczekiwania wobec nas nie są tak duże, jak wobec Legii.

Presja na Legii będzie duża, bo ich styl pozostawia sporo do życzenia. Kibice oczekiwali znacznie więcej.

- Zdecydowanie. Dziś wieczorem grają w eliminacjach do Ligi Europy (rozmawialiśmy w czwartek – przyp. red.) i na pewno będziemy oglądać to spotkanie. Jeśli przegrają to… nie chcę nawet myśleć. Presja już teraz jest duża, a wtedy będzie chyba ogromna. My jesteśmy w lepszej sytuacji, bo wygraliśmy na wyjeździe i teraz podejmiemy na swoim stadionie najlepszą drużynę w lidze. Patrzymy na to pozytywnie.

Remis Legii z Europa FC z Gibraltaru został przyjęty jak porażka.

- Taka jest piłka. Małą sensację sprawiła też czarnogórska drużyna FK Sutjeska Nikšić, która wyeliminowała Slovana Bratysławę i teraz zagra w kolejnej rundzie z APOEL Nikozja. Slovan to przecież najlepsza drużyna ze Słowacji. Między tymi drużynami jest ogromna przepaść, bo jeden zawodnik ze Slovana kosztuje więcej niż cała drużyna Sutjeski. To jest właśnie piękno futbolu.

ZOBACZ TAKŻE: Mecz Korona - Legia, a frekwencja. Najlepiej było dwa lata temu!

Jak myślisz, ilu kibiców będzie w niedzielę na stadionie?

- Nie wiem (śmiech). Oby jak najwięcej! Byłem niezwykle zaskoczony, że w poprzedniej kolejce kibice przyjechali za nami do Bełchatowa mimo, że mieli zakaz. Kiedy pokazali się na trybunie wszyscy na czarno, pomyślałem sobie: „Kto to jest?!”. Wtedy usłyszałem śpiewy o Koronie i doping dla nas. To było niesamowite.

W Bełchatowie było prawie 400 osób. W niedzielę będzie jeszcze więcej.

Nie mam do tego wątpliwości. Na pewno będzie to dużo większa liczba, niż w Dukli Praga. Tam na meczach pojawiało się średnio koło tysiąca ludzi. Na meczach z lepszymi rywalami było ich więcej.

W zeszłym sezonie mecz z Legią oglądało ponad dziesięć tysięcy ludzi.

- Mam nadzieję, że w niedzielę nie będzie mniej. To dobry termin, przyjeżdża fajny rywal i będzie bardzo dobra pogoda. Wsparcie kibiców będzie dla nas bardzo ważne. Damy z siebie wszystko, aby ten mecz wygrać.

Rozmawiał: Mateusz Kaleta

fot: Mateusz Kaleta

Prokoder Studio
Reklamy Kielce: Kasetony reklamowe, szyldy,
oklejanie witryn, samochodów i autobusów, drukarnia
wielkoformatowa,
gadżety reklamowe, strony internetowe, projekty graficzne, gadżety
reklamowe

Wasze komentarze

Ankh2019-07-27 08:23:51
Fajny wywiad. Uros pozdrawiam i powodzenia w Koronie!
Xxx2019-07-27 09:44:55
Jak nie weszło z Rakowem to niech wpadnie z Legią
JARO2019-07-27 10:36:37
Od początku meczu wyróżniał się chłopak z nr 23. Seryjnych sytuacji bramkowych słabi nie mają. A jeszcze jak dołączy Żyro plus 3 Papadopulos - takiej ofensywy Korony nie pamiętam. Szkoda tylko Kosakiewicza, bo jak wypadnie Gardawski jest dziura jak w ...
brawo za wywiad2019-07-27 12:11:18
a Uros wyglada na dobrego grajka, sezon pokaze, na co go stac
Uros..2019-07-27 13:18:59
z Legią ustrzelisz hattricka!
DYKTATURA2019-07-27 14:41:43
Już ich dobrze wytresowali, muszą wszystko chwalić bo inaczej spotka ich los Możdżenia i innych wypędzonych z klubu :) DYKTATURA !
@Dyktatura2019-07-27 15:42:32
Ciebie należało by wypedzić... i to szybciutko, szybciutko!
@@Dyktatura2019-07-27 15:59:30
Brzydzę się takimi metodami i tobą @ też fe
@@Dyktatura2019-07-27 16:03:56
I jeszcze jedno! Naucz się pisać po polsku ośle ! należałoby pisze się razem !
@DYKTATURA2019-07-27 16:06:51
Z takimi spiskowymi teoriami dziejów to najlepiej leć od razu do Faktów TVN, tam na pewno Ci uwierzą, mało tego zrobią z Tobą wywiad i przez tydzień będą maglować ten temat.
drąg2019-07-27 16:25:55
Jak będą prezentować poziom Możdżenia to i tak zaliczą kopniaka bez żalu. W Koronie nie ma miejsca dla graczy tego pokroju.
Dyktatura2019-07-27 16:42:57
Prawda w oczy kole :))))
@2019-07-27 17:24:28
takie praktyki to raczej w tvppis sa, niemcy pewnie do tej pory nie wiedzieliby ze przegrali 2 wś:)
Gregor2019-07-27 17:48:17
Czy ktoś wie co się dzieje z Leszkiem Ojrzyński?
Luk2019-07-27 21:43:34
Ojrzyński? Spekuluje sie ze ma raka. Asystent mówi ze L. O. Musi teraz wygrać najważniejszy mecz w swoim życiu.

Dodaj komentarz

Projekt i wykonanie: CK Media Group