REKLAMA

Wychowanek Korony w Legii: Zdarzyło się, że byli na mnie źli o jakieś głupoty

22-03-2018 20:33,
Mateusz Kaleta

"To bardzo ciekawy piłkarz. Szkoda, że gdy zostałem trenerem Korony, już go nie było w Kielcach. Myślę, że wtedy zamiast Fulham, dziś oglądalibyśmy go przy Ściegiennego" - tak o Mikołaju Kwietniewskim mówił niedawno na łamach naszego portalu Marcin Brosz, były szkoleniowiec Korony, a obecnie trener Górnika Zabrze. 18-letni zawodnik uznawany jest za jeden z największych talentów pochodzących z kieleckiej akademii. Z Korony wyjechał jednak bardzo wcześnie - już w wieku 14 lat został zauważony przez zagraniczne kluby, które chętnie zapraszały go na testy. Wybrał angielskie Fulham, choć o jego usługi zabiegały także zespoły niemieckiej Bundesligi.

Transferowi Kwietniewskiego towarzyszyły wtedy dość spore emocje. Zgodnie z prawem, międzynarodowe transfery mogą być przeprowadzane dopiero od 16. roku życia. Anglicy nie chcieli tyle czekać. Oba kluby doszły jednak do porozumienia, a piłkarz na Wyspy trafił już w 2013 roku. Według portalu Transfermarkt, kielecki klub otrzymał za to od Fulham ekwiwalent za wyszkolenie wychowanka w wysokości 50 tys. euro. 

REKLAMA

Mikołaj Kwietniewski na Wyspach spędził 4,5 roku. Początkowo przewijał się przez ekipy młodzieżowe, a ostatnio występował w zespole grającym w Premier League 2 - lidze, w której występują zespoły U-23. Nie zdecydował się jednak na walkę o pierwszą drużynę, grającą na co dzień w angielskiej Championship. W styczniu postanowił wrócić do kraju, podpisując kontrakt z Legią Warszawa. Co istotne - "Wojskowi" zabiegali o Kwietniewskiego już znacznie wcześniej, kiedy ten, jako czternastolatek, wyjeżdżał do Anglii. Dziś osiemnastoletni zawodnik trenuje w ekipie mistrza Polski i wierzy, że powrót do kraju był dobrym posunięciem z jego strony. 

Obecnie trwa przerwa w rozgrywkach ekstraklasy, ale on na brak nudy nie może narzekać. Kwietniewski przebywa na zgrupowaniu reprezentacji U-19. Młodzi piłkarze pod wodzą Dariusza Dźwigały rywalizują w fazie Elite Round Mistrzostw Europy rozgrywanych we Włoszech. Pierwszy mecz Polacy rozegrali wczoraj. Kwietniewski na boisko wybiegł w pierwszym składzie, a nasza reprezentacja zremisowała bezbramkowo z Czechami. Teraz do rozegrania pozostały jeszcze dwa spotkania - w sobotę z Włochami, oraz we wtorek z Grecją. Stawką - awans do Mistrzostw Europy.

Wprawdzie już nie żółto-czerwony, ale - jak sam zapewnia - Koronę ma ciągle w sercu. I w każdym zdaniu wypowiada się o niej z dużym sentymentem.

Z Kielc wyjechałeś jako 14-latek. Samodzielności i odpowiedzialności musiałeś nauczyć się bardzo szybko. 

- Na pewno wyjazd w tak młodym wieku to coś zupełnie innego, nowego, z czym przyszło mi się zmierzyć. Dla chłopaka, który jako czternastolatek wyjeżdża z rodzinnego domu z Kielc do Londynu, to inny, wielki świat. To było ogromne doświadczenie, ale też bardzo fajna przygoda, która pozwoliła mi się rozwinąć w każdym aspekcie: nie tylko sportowym, ale też mentalnym.

Wszedłeś pierwszego dnia do szatni Fulham i... Co sobie wtedy pomyślałeś?

- Szczerze mówiąc, nie pamiętam co to było. Na pewno nie do końca wiedziałem, co się wokół mnie dzieje. Nie zdawałem chyba jeszcze sobie sprawy, w jakim otoczeniu się znalazłem. Po prostu wszedłem do szatni tak, jak robiłem to każdego dnia w Koronie. Chciałem trenować, stawać się coraz lepszym.

Jak zostałeś przyjęty w nowej drużynie?

- Myślę, że dosyć szybko złapałem kontakt z kilkoma nowymi chłopakami. Ale początkowo miałem blokadę językową. Ciężko było się przestawić, mówić w takim tempie, jak robią to Anglicy. Z czasem było coraz lepiej. Nauczyłem się mówić bieglej po angielsku oraz odnajdywać w nowym środowisku. Chłopaki świetnie mnie przyjęli - bardzo dużo mi pomagali, byli otwarci, przyjaźni. To sprawiało, że już od pierwszych dni czułem się dobrze w zespole.

Na Wyspach przez długi czas mieszkałem z angielską rodziną. To był dobry czas. Cały czas wspierali mnie i pomagali. Zdarzyło się, że byli na mnie źli o jakieś głupoty, kiedy nie domknąłem okna czy coś podobnego. Chyba każdy dzieciak starł się z takimi historiami. Muszę jednak podkreślić, że przez cały czas mieliśmy bardzo dobry kontakt i tak pozostało do dzisiaj.

W Anglii spędziłeś 4,5 roku. Jak się od tamtej pory zmieniłeś?

- Na pewno pod względem mentalnym, piłkarskim, ale też jako człowiek. Dorosłem, bo w młodym wieku musiałem radzić sobie z nową rzeczywistością. Dziś wracam tu jako pełnoletni chłopak. Jestem bardziej świadomy swoich celów. Tego, co chciałbym osiągnąć i robić w przyszłości. Wyjeżdżając do Anglii, już wtedy wiedziałem, że chcę grać w piłkę. Teraz, dzięki zdobytemu tam doświadczeniu, patrzę na to z zupełnie innej strony. 

W Anglii są najlepsi piłkarze na świecie. Marzeniem każdego zawodnika jest, aby tam grać. Możliwość rozwoju przy takich piłkarzach i trenerach to duża wartość. Jestem pewien, że wyjdzie mi to tylko na plus.

W Fulham początkowo byłeś zawodnikiem juniorów, ale dość szybko awansowałeś do U-19. Ostatnio natomiast występowałeś w zespole U-23. Można powiedzieć, że cały czas grałeś i rywalizowałeś ze starszymi od siebie. Dało się to odczuć na boisku?

- Nie do końca. Trenerzy i klub mają bardzo dobrą filozofię. Wiedzą, jak inteligentnie wprowadzać kolejnych chłopaków w starsze roczniki, tak aby rozwijali się i mogli wskakiwać na coraz wyższy poziom. Zawodnicy w Anglii są bardzo dobrze zbudowani, więc nie bez przyczyny mówi się, że piłka na wyspach jest bardzo fizyczna. Ale nad tym każdy pracuje na siłowni. To jest ten aspekt, w którym chciałbym się jeszcze bardziej rozwijać.

Jestem typem zawodnika, który lubi mieć piłkę przy nodze, prowadzić ją, dużo dryblować. W Anglii było na to mniej miejsca. Musiałem grać coraz szybciej, tak aby unikać kontaktu fizycznego z mocniejszymi rywalami. To nauczyło mnie szybszej gry, dostrzegania więcej rzeczy na boisku. W lidze angielskiej, kiedy dostajesz piłkę do nogi, od razu musisz wiedzieć, co chcesz z nią zrobić. Dużo się nauczyłem dzięki temu.

Który z twoich kolegów z drużyny zrobił na tobie największe wrażenie?

- Na pewno chłopakiem, o którym już teraz jest bardzo głośno – a jestem pewien, że będzie jeszcze głośniej - jest Ryan Sessegnon. To zawodnik z rocznika 2000. Miałem możliwość grać z nim w zespole U-16 i potem w U-18. To super chłopak. Teraz jest w pierwszej drużynie, w której się wyróżnia. Jest skrzydłowym i najlepszym strzelcem Fulham w trwających rozgrywkach Championship.

Jednym z moich najlepszych przyjaciół z Londynu jest z kolei Islandczyk, Jón Dagur Thorsteinsson. Razem trzymaliśmy się tak naprawdę od pierwszego dnia, kiedy pojawiłem się w Anglii. Kontakt mamy do dziś. Będąc w Anglii, widywałem się też z Marcinem Bułką, zawodnikiem Chelsea Londyn. Znamy się z kadr juniorskich, mamy dobre relacje, często rozmawiamy.

Dlaczego tak naprawdę zdecydowałeś się na powrót do kraju?

- Dostałem możliwość treningu z pierwszą drużyną, co dla mnie – jako młodego zawodnika – jest bardzo ważne. Dlaczego Legia? To bez dwóch zdań najlepszy klub w Polsce. Będąc tutaj, w seniorach, chcę grać z najlepszymi. Wiem, że pracując na co dzień u boku tak dobrych zawodników z pierwszej drużyny, rozwijam się z treningu na trening, zyskuję na tym. Cały czas podglądam ich na zajęciach oraz w meczach. Chwytam wszystko, co tylko może pomóc mi nauczyć się być jeszcze lepszym piłkarzem. Wydaje mi się też, że tutaj będzie mi łatwiej się przebić, niż miało to miejsce w Fulham. Czekam jednak cierpliwie na swoją szansę. Chcę przekonać trenera do siebie, ale jedyne co mogę zrobić, to udowodnić swoją wartość na treningu.

Nie chciałeś walczyć o miejsce w pierwszej drużynie Fulham? Z Anglii docierały do nas pozytywne informacje na twój temat. 

- Zdecydowałem się na Legię, ponieważ szansa trenowania z seniorami przyszła już teraz. Bardzo mi zależało, aby zrobić kolejny krok na przód. W Fulham byłem w zespole U-23 i mógłbym jeszcze poczekać na swoją szansę na awans do pierwszej drużyny, ale wybrałem inaczej. Jestem młodym zawodnikiem i już teraz chcę być w seniorskiej piłce.

Wyjazd wielu młodych zawodników do Anglii często okazywał się być zderzeniem ze ścianą. Michał Żyro, Bartosz Kapustka, Krystian Bielik – mieli przebłyski, ale do tej pory nie udało im się w pełni zaistnieć w swoich zespołach. Miałeś to gdzieś z tyłu głowy?

- Nie, absolutnie, nie patrzyłem na nich. Zawsze staram się patrzeć wyłącznie na siebie. To bardzo utalentowali zawodnicy, bo nie byle kto gra w tak młodym wieku w zagranicznych klubach. Oni wybrali inną ścieżkę, ja inną. Nie wiadomo, która z nich okaże się lepsza, ale wierzę, że podjąłem słuszny ruch. Chcę walczyć w Legii i skupiam się już na nowym wyzwaniu.

Temat twojego transferu do Legii przewijał się już jakiś czas temu. Dlaczego trwało to tak długo?

- Nie powiedziałbym, że długo. Wszystkie rozmowy zamknęły się w przeciągu miesiąca. Wiem jednak, że Legia interesowała się mną już wcześniej. Teraz mogę tylko cieszyć się, że trafiłem do drużyny mistrzów Polski.

Jak odnalazłeś się w pierwszych dniach pobytu w Legii? Któryś spośród zawodników szczególnie pomógł ci w aklimatyzacji w nowym klubie?

- Sebastian Szymański. To chłopak, z którym grałem już wcześniej w kadrach juniorskich, dlatego znamy się. Mamy dobry kontakt. 

Nie boisz się konkurencji? Poprzednie lata pokazały, że w Legii nie jest łatwo się przebić.

- To prawda. Ale ja chcę tej rywalizacji. Na najwyższym poziomie zawsze będzie wymagająca konkurencja. Na pewno nie będę przed tym uciekał, bał się walki o miejsce w składzie. Wierzę w swoje umiejętności. Będąc w najlepszym klubie w Polsce oczywistym jest, że trzeba się nastawić na dużą rywalizację. Jestem pewien, że dam sobie z tym radę.

Rywalizacja w składzie jest duża, ale chyba nie ma wątpliwości, że w Warszawie masz się od kogo uczyć. Nieczęsto można grać u boku Eduardo.

- Eduardo to bardzo dobry piłkarz. Grał w Arsenalu, a tam nie trafia byle kto. Jednak jest też Radović, który jest najbardziej znaną postacią tego klubu. W Legii gra wielu znakomitych piłkarzy. To jest bardzo pozytywne, ponieważ młodsi mogą ich podpatrywać na treningach i uczyć się od lepszych.

Trener Romeo Jozak rozmawiał z tobą o twojej roli w zespole? Wierzysz w to, że niebawem dostaniesz szansę debiutu w ekstraklasie?

- Wierzę. Ale aby tak się stało, muszę na początku przekonać do siebie trenera. W Legii nikt niczego za darmo nie dostanie. Taka jest kolej rzeczy w piłce – grać będą tylko najlepsi.

W jednym z wywiadów szkoleniowiec stwierdził, że jeżeli nie załapiesz się do meczowej osiemnastki, będziesz występował w drużynie rezerw. Jesteś na to przygotowany?

- Jeśli trener będzie chciał, abym zagrał mecz w drugiej drużynie, to ja zawsze uszanuję jego zdanie. To wola trenera i trzeba na nią przystać. Nie podważam decyzji trenera.

Jak oceniasz pierwsze tygodnie spędzone w Warszawie?

- Czuję się tu dobrze. Atmosfera w szatni jest świetnia. Dobrze rozpoczęliśmy rundę wiosenną ekstraklasy, ale mamy chłodne głowy. W tym momencie skupiamy się tylko na najbliższym spotkaniu.

W ostatnim roku twoim sporym problemem były kontuzje. Gdyby nie one, dziś mógłbyś być w jakimś innym miejscu?

- Ciężko powiedzieć… Przede wszystkim nie myślę o tym, co mogłoby być, bo nic mi to nie da. Nie ma co patrzeć w przeszłość. Muszę spoglądać na to, co będzie w przyszłości, ale też skupić się na teraźniejszości. Kontuzja to nie jest łatwy moment dla zawodnika. To jedna z najcięższych chwil w mojej karierze, ale to pozwala mi stawać się jeszcze mocniejszym. Trzeba sobie z tym radzić. Cieszę się, bo miałem wokół siebie ludzi, którzy byli przy mnie w tym czasie i mnie wspierali. To wiele znaczy.

Pamiętasz jeszcze o Koronie? Kielce opuściłeś w bardzo młodym wieku. Utożsamiasz się dziś jeszcze z klubem?

- Korona na pewno jest mi bliska. To jest mój pierwszy klub, w nim się wychowałem, tu zaczynałem grać w piłkę. Czuję duży sentyment do tego miasta, klubu, chłopaków, z którymi spędzałem tu mnóstwo czasu. Oni też po części mnie wychowali. Dziwne byłoby, gdybym dziś powiedział, że nie czuję żadnych więzi z Koroną. To byłaby nieprawda. Ale w tej chwili gram dla Legii i tylko ona się dla mnie liczy.

Śledzisz obecne poczynania kieleckiego klubu?

- Tak. To mocna drużyna. Zajmuje wysokie miejsce w tabeli, jest w czołówce, a jej gra z meczu na mecz wygląda coraz lepiej.

Powrót na Kolporter Arenę w barwach Legii byłby dla ciebie szczególnym wydarzeniem?

- Wydaje mi się, że tak, ale aby tak się stało, musiałbym się najpierw znaleźć na stadionie, aby to odczuć.

Z Kielc wyjechałeś w bardzo młodym wieku. Jak wspominasz te pierwsze lata twojej przygody z piłką w kieleckim klubie?

- Na pewno bardzo pozytywnie. Miałem dobre relacje z chłopakami z drużyny, ale też z trenerami. Oczywiście jeszcze nie do końca byłem wtedy świadomy tego, jak dalej potoczy się moja przygoda. Kiedy wyjeżdżałem do Anglii, wszyscy byli bardzo pozytywnie nastawieni. Życzyli mi powodzenia.

Twój wyjazd wzbudził jednak wtedy sporo emocji. Żałowano, że klub nie zarobi na tym transferze większych pieniędzy.

- Prawdę mówiąc, nie chciałbym do tego wracać i o tym rozmawiać. 

Jak wspominasz trenerów, z którymi pracowałeś w Kielcach?

- Pracowałem z Markiem Szablą, Rafałem Krukiem, Mikołajem Pełką, Krzysztofem Mądzikiem oraz Rafałem Stefańskim. Wydaje mi się, że od każdego z nich mogłem coś wyciągnąć. Od tego jest trener, aby wycisnąć maksa z zawodników.

Masz kontakt z kolegami, z którymi trenowałeś w kieleckim klubie?

- Było kilku fajnych chłopaków. Dziś może utrzymujemy już mniejszy kontakt, ale dalej rozmawiamy. Na pewno ciągle jestem w kontakcie z Kamilem Koszelą. Nie jestem jednak pewien, czy ktoś z pozostałych dalej gra jeszcze w piłkę. Jestem jednak świadomy, że ja też, póki co, żadnej kariery nie zrobiłem. Czy gram w piłkę? To duże słowa. Do tego dążę, ale bez ciężkiej pracy nie uda mi się osiągnąć tego celu. 

REKLAMA

Teraźniejszość to Legia. To twoje pierwsze spotkanie z polską ekstraklasą. Jakie oczekiwania przed sobą stawiasz?

- Na początku skupiam się przede wszystkim na nadchodzących miesiącach, które zostały do końca tego sezonu. Chcę wskoczyć do meczowej osiemnastki - to na początek. Z czasem chcę przebić się także do pierwszej jedenastki zespołu.

Nie jest również tajemnicą, że zostałeś dostrzeżony przez trenera Adama Nawałkę. Myślisz już o ewentualnym powołaniu do pierwszej reprezentacji?

- Na razie rozgrywamy drugą rundę Mistrzostw Europy U-19, więc na tym się skupiam. Wiadomo, że marzeniem każdego chłopaka jest gra w reprezentacji swojego kraju. Podchodzę jednak do tego na razie z chłodną głową. Trzeba koncentrować się na tym co jest teraz, a więc na kadrze U-19. Co będzie dalej? Zobaczymy.

Jakie cele przed sobą stawiasz? Co chciałbyś osiągnąć w piłce?

- Na co dzień staram się podglądać innych piłkarzy, aby samemu stawać się również coraz lepszym. Moim idolem jest David Silva z Manchesteru City. Drugim chłopakiem, na którym staram się wzorować jest Piotr Zieliński. Podoba mi się jego styl, ma świetne umiejętności.

Moim największym marzeniem z kolei jest zwycięstwo w Lidze Mistrzów, ale też zdobycie z reprezentacją Polski mistrzostwa Świata. Przede mną długa droga, ale jestem zdeterminowany, aby spełniać marzenia. 

Rozmawiał Mateusz Kaleta

fot. Paula Duda

 

REKLAMA

Wasze komentarze

krym2018-03-23 13:31:33
Gdzie on ma sentyment do Korony to się domyślcie. Jak wielu do tej pory taki on szukało i szuka kasy. To co mówi o Koronie to tylko pod publikę. Chce grać w Legii, to niech gra i nie biadoli.
Ranek2018-03-23 14:30:56
Kolejny młody..co tam dla niego Korona..tylko kasa i 'lans'. Dopóki nie zmieni sie mentalnosc tonic z tego nie bedzie..
Mac2018-03-23 21:46:09
A ja się pytam co nas obchodzi piłkarz L ????, nie wiem po co takie wywiady
piłkarz2018-04-01 23:47:50
wyklęty. zróbcie mu transa.

Dodaj komentarz

Copyright © 2018 CKsport.pl Redakcja Reklama

Projekt i wykonanie: CK Media Group