REKLAMA

W Koronie nie szanują takich, jak ja. To był dla mnie obciach

20-02-2018 19:05,
Tomasz Porębski

Jest wtorek, więc czas na kolejną rozmowę CKsport.pl. Dzisiaj naszym bohaterem jest... człowiek legenda. Grzegorz Piechna w piłkę zawodowo nie gra już jakiś czas, ale pseudonim „Kiełbasa” wciąż jest doskonale kojarzony w całej Polsce. Najmocniej oczywiście w Kielcach, a i sam były już piłkarz nie ukrywa swojej szczególnej sympatii do Korony. Nawet gdy - jak sam podkreśla - ta relacja jest obecnie trudna i chwilami budząca niesmak, to sentymentu i wspomnień nikt zabrać mu nie może.

Piechna był fenomenem. Królem strzelców rozgrywek zostawał przez trzy kolejne sezony z rzędu. Najpierw w trzeciej lidze, w zespole Heko Czermno. Potem, już w barwach Korony, w drugiej lidze oraz ekstraklasie. W niej „Kiełbasa” zadebiutował stosunkowo późno, bo mając 29 lat na karku, ale od razu został prawdziwą gwiazdą ligi. W ówczesnej Orange Ekstraklasie zdobył 21 bramek, 4 kolejne dołożył w Pucharze Polski.

REKLAMA

Był bezkonkurencyjny. Drugi w kolejności Michał Chałbiński z Zagłębia Lubin do siatki rywali trafił tylko piętnastokrotnie. To sprawiło, że Piechna otrzymał swoją szansę w reprezentacji Polski. Powołanie wysłał mu Paweł Janas. Skończyło się wprawdzie na jednym występie, ale i tak w tym spotkaniu, wygranym przez biało-czerwonych 3:1, „Kiełbasa” zdobył gola.

Z Korony obecny 41-latek odchodził w glorii chwały. Za 700 tysięcy euro wykupił go rosyjski Torpedo Moskwa. Spędził tam rok. Przez kilka miesięcy grał często, zdobył dwie bramki, lecz później został odsunięty od składu. Potem był powrót do Polski i występy w Widzewie Łódź, Polonii Warszawa, Kolejarzu Stróże, Ceramice Opoczno, Woyu Bukowiec Opoczyński i Lechii Tomaszów Mazowiecki. Po drodze - wyjazd na pół roku do Grecji i występy w AE Doxa Kranoulas. Był to czas udany, bo snajper zagrał w 10 meczach i zdobył w nich aż 6 bramek. Może nawet zostałby na dłużej, lecz zmieniły się przepisy dot. obcokrajowców i musiał wrócić do Polski.

Nie ulega jednak wątpliwości, że najlepszy okres jego kariery przypadł na pobyt w Kielcach. Docenili to kibice, którzy w 2013 roku wybrali Piechnę piłkarzem 40-lecia Korony. O tamtej drużynie „Kiełbasa” może mówić godzinami. A jak ocenia obecny zespół żółto-czerwonych? Nie omieszkaliśmy go o to zapytać.

Co u pana słychać?

- A dziękuję, wszystko w porządku. Żona, trójka dzieci, więc w domu jest co robić. Poza tym też pracuję, co zajmuje mi większą część dnia. Kiedyś był czas na piłkę, teraz jest czas na pracę. Ale robię to samo, co robiłem wcześniej. Prowadzimy biznes rodzinny, czyli skład opału, rozwożę węgiel. Pomagałem w firmie, jak tylko mogłem, gdy byłem piłkarzem. Teraz zajmuję się tym całkowicie.

Kiedyś treningi i mecze. Jak teraz wygląda dzień Grzegorza Piechny?

- Bardzo prosto. Codziennie tak samo. W pół do siódmej rano pobudka, potem praca i godzina piąta, no zazwyczaj mocno po piątej, fajrant.

Ośmiogodzinny tryb pracy można włożyć między bajki?

- Nie do końca. Jest jeszcze sobota.

Wolna sobota?

- Nie, po prostu w sobotę pracuję osiem godzin (śmiech).

To chociaż w niedzielę da się złapać trochę oddechu?

- Tak, to dzień odpoczynku. I w sumie też trochę przy okazji powrotu do dawnych lat, gdy często w niedzielę rozgrywaliśmy spotkania ligowe. Tego dnia mam dwie godziny dla siebie. O 14 spotykamy się ze znajomymi na boisku i gramy w piłkę. Mamy taką drużynę oldbojów, chociaż nie tylko starsi tam grają. Ja zawszę zabieram ze sobą syna.

Ekstraklasa doczeka się drugiego Piechny?

- Na razie żona mówi, że nauka jest najważniejsza. Syn ma się na niej skupić, o sporcie myśleć tylko rekreacyjnie. Ale zobaczymy co będzie, jak skończy gimnazjum. Jeżeli tylko chciałby spróbować w sporcie, zawsze mu pomogę. W żadnym klubie piłkarskim jeszcze nie ćwiczył. Trenował za to tenis ziemny, a teraz z nami, starszymi, gra w piłkę.

To jak ze starszymi daje radę, to z młodszymi też powinien?

- Bardzo dzielnie sobie radzi z oldbojami. Z drugiej strony, chłopak ma dopiero 15 lat, a już jest wyższy ode mnie. A przecież ja jakimś ułomkiem nie jestem.

Odziedziczył instynkt snajperski po ojcu?

- Powiem krótko: myślę, że idzie w tym kierunku. Ma smykałkę.

Kiedy życie było fajniejsze – wtedy, gdy był pan prawdziwą gwiazdą, każdy chciał z panem porozmawiać? Czy teraz, gdy jednak dni upływają panu znacznie spokojniej?

- Było fajnie. Człowiek był na topie. Wprawdzie chwilami sytuacja stawała się męcząca i uciążliwa, przede wszystkim dla mojej rodziny. Dostawałem dużo różnych telefonów – od mediów, kibiców, i to o różnych porach. Gdy wracałem do domu, żona groziła mi, że wyrzuci telefon, bo nie dadzą nam spokoju. Tak było jednak kiedyś. Teraz już tak często telefon nie dzwoni. A mi jest zawsze bardzo miło, jeśli dziennikarz poprosi mnie o wywiad. To super sprawa, że kogoś interesuje jeszcze, co ma do powiedzenia Piechna. Dziękuję za to. Dzisiejsze życie jest spokojniejsze, ale bardzo przyjemne. Spędzam miło czas w domu, mogę robić to, na co wcześniej przez liczne wyjazdy nie mogłem sobie pozwolić.

Może być pan wzorem dla innych piłkarzy, którzy kończą karierę i nie wyobrażają sobie życia poza sportem.

- Ja zawsze powtarzałem, że żadnej pracy się nie boję. Myślę, że udowadniam to swoim życiem. Zresztą, jak byłem piłkarzem to też rozwoziłem węgiel, pomagałem rodzinie. Gdy trzeba było coś zrobić na budowie, to się po prostu zabierałem do pracy. Nie jest to dla mnie nic nadzwyczajnego. Trzeba zakasać rękawy i zapieprzać.

Nie ciągnie jednak wilka do lasu, czyli do piłki nożnej?

- Oczywiście, że ciągnie. Ale na to trzeba mieć trochę czasu. Jest biznes rodzinny, który trzeba prowadzić. Gdyby go nie było, pewnie człowiek zastanawiałby się nad innymi rozwiązaniami. Propozycje były. Nawet w Opocznie namawiano mnie, żebym zrobił kurs trenera do IV ligi i poprowadził jakąś drużynę. Ale odpuściłem, właśnie przez ten brak czasu.

Mam rozumieć, że propozycja z wyższej ligi np. ekstraklasy też nie zmieniłaby optyki?

- Nie... Myślę, że wtedy inaczej bym to rozpatrywał. Dobrze pan powiedział – człowiek kocha ten sport, interesuje się nim. Trochę też się na nim zna. I tęskni.

Korona?

- Przez ogromną sympatię dla tego klubu – na pewno tak.

Faktem niezaprzeczalnym jest, że Koronie trochę brakuje takich „ambasadorów”, jakim np. w Legii jest Lucjan Brychczy. Dawnych piłkarzy, ikon, które mogą być wzorem dla młodszego pokolenia.

- Powtarzałem to już nieraz... Nie szanuje się w Koronie takich ludzi, jak ja. Zmienił się właściciel, ma inną opcję budowy klubu i nie możemy tego zmienić. W innych polskich klubach jest to poukładane. Tam cenią tych starszych zawodników, którzy coś osiągnęli dla danej drużyny. A tutaj... Jest słaby mecz, to dzwonią do mnie, czy chcę przyjechać. Ale jak proszę o 5-6 biletów, to słyszę, że nie ma na to szans. Dwa możesz dostać. Karnety? W innych miejscach to sam klub przesyła swoim byłym piłkarzom stałe wejściówki. U nas się tego nie praktykuje.

Jestem trochę zaskoczony. Kiedyś czytałem już pana wypowiedź na ten temat, po tym, jak oglądał pan mecz na normalnej trybunie razem z kibicami. I niebawem, na kolejnym spotkaniu, zobaczyłem, że siedzi pan w sektorze VIP. Co więcej, spiker oficjalnie powitał pana na stadionie.

- Jednorazowe. Nic się nie zmieniło. OK, tak jak powiedziałem – gdy są słabsze mecze, pojawia się zaproszenie. Ale jak chciałem pojechać na mecz z Legią czy Lechem, słyszałem tę samą śpiewkę. Nie ma wolnych miejsc. Nie ma dla ciebie krzesełek, byś usiadł w loży, czy w innym sektorze, razem z synem. Sorry, wszystko mamy zajęte. Moja odpowiedź była krótka: no to dziękuje, do widzenia.

Nowe władze w klubie pojawiły się jednak w ubiegłym roku. Wcześniej było inaczej?

- Nie, tak samo. Nikt nie wykazywał zainteresowania. Myślę, że to wszystko zaczyna się u samej góry... Co ja będę dużo mówił. Myślę, że pan się domyśli, od kogo należy haczyki pociągać. Ja jestem tylko pionkiem. Szkoda mi tego bardzo. Jestem rozżalony, bo chciałbym przyjechać na fajny mecz z rodziną. Nawet nie tylko z synem, bo córka też wykazuje zainteresowanie. Ale jeśli mam jechać – ja, stary zawodnik – i kupować bilet... Tu naprawdę nie chodzi o pieniądze. Mnie stać na bilet, nie przesadzajmy, to nie są gigantyczne kwoty. Jednak uważam, że jakiś szacunek trzeba mieć.

Na pewno o tym nie pomyślałem w ten sposób.

- Ale inni tak myślą. Powtarzam zatem: nie chodzi o pieniądze. Ja kupię sobie bilet i wejdę na stadion. Tylko proszę sobie wyobrazić... Ludzie, gdy widzieli, że stoję w kolejce do kasy, to mnie wpychali, krzyczeli do innych: „odsuńcie się, bo tu Grzesiek Piechna idzie”. Straszny obciach. To znaczy, żeby mnie pan, albo ktoś inny źle nie zrozumiał. Ja im bardzo dziękuję za to, bo to miłe, że o mnie pamiętają. Ale mi jest w takich sytuacjach po prostu głupio.

Korzystając z okazji – pozdrawiam wszystkich kibiców. Oni mnie szanują. Kiedy bym nie przyjechał do Kielc, to mnie rozpoznają na mieście, zagadują. To są sympatyczne rozmowy. Mam ogromny szacunek do kibica Korony. Ten klub wiele dla mnie znaczy. Kibice zawsze mnie wspierali. Nawet w trudnych sytuacjach, bo były takie mecze, gdy mi zupełnie nie szło. Ale właśnie wtedy mogłem najbardziej liczyć na ich wsparcie.

Jak mógłby i chciałby pomóc pan Koronie?

- Chciałbym sprawić, żeby frekwencja na stadionie była taka, jak za moich czasów. Wtedy był komplet, był „boom” na Koronę. Wierzę, że byłbym w stanie pomóc. Kibice mnie szanują. Niejednokrotnie, gdy byłem na stadionie, proponowali mi, żebym poszedł na Młyn. „Bo jak ty tam się pojawisz, a my o tym powiemy, to będzie prawdziwy szał”.

No tak, ale myślę, że jako prowadzącego doping to Korona by pana raczej nie zatrudniła.

- Nie no, absolutnie nie (śmiech) Ale w tym kontekście jest dużo do zrobienia. Chciałbym, żeby coś się ruszyło. Tych ludzi na Koronie przecież nie jest tylu, ile każdy z nas by chciał. O tym się mówi powszechnie. Ta frekwencja jest zwyczajnie mała. Za naszych czasów tak nie było. Ludzie na drzewach siedzieli, gdy graliśmy na starym stadionie. A już po przeprowadzce, na nowym, pojawiał się komplet. Na tych najciekawszych meczach, z Legią czy Wisłą, to był standard. Teraz o taką liczbę bardzo ciężko. Zresztą... Czasami mówią, że na stadionie jest 8 tysięcy, a mi – prawdę mówiąc – nie chce się w to wierzyć. Ale niech będzie... Może karnety są wykupione i je zliczają do ogólnej puli.

A jak się panu podoba obecna, piłkarska Korona?

- Jeszcze trochę i nie będzie w niej grał żaden Polak...

Rzeczywiście, drużyna się zrobiła mocno międzynarodowa. W pierwszym meczu z Bruk-Betem Termaliką, w pierwszym  składzie na boisku pojawiło się tylko trzech polskich zawodników.

- Myślę, że do tego dążą. Albo Polaków nie będzie wcale, albo będzie ich znikoma ilość. To jest najgorsze. Jestem przekonany, że jest w Koronie dużo młodzieży, której warto się przyjrzeć. Poświęcić trochę uwagi, dać szansę w pierwszej drużynie. Nawet nie grać od razu, ale potrenować z zespołem. Oni tylko w ten sposób powąchają tej seniorskiej piłki. Tego się nie praktykuje. Wprowadza się zawodników, którzy są do grania „na już”, natychmiast. Są wiekowo zaawansowani, bo niektórzy mają już po 30 lat. OK, ktoś może powiedzieć, że Piechna też debiutował w ekstraklasie i zostawał jej królem strzelców, mając trzydziestkę na karku. Umówmy się – to była sytuacja wyjątkowa. Prawda jest taka, że zawodnik w takim wieku musi powoli liczyć się z końcem grania.

Na takim piłkarzu klub też raczej nie zarobi.

- Dokładnie tak. A przecież o to również chodzi, żeby piłkarza wypromować, sprzedać, zarobić na nim. Myślę, że jakby postawili trochę na młodzież, która zagrałaby dwa, trzy mecze, nie pozostałoby to bez echa. Przyjechaliby scouci piłkarscy, obejrzeli zawodnika. Klub mógłby go wypromować, wypuścić na jeszcze kolejne dwa spotkania. Niech powącha tego grania. Na młodzieży się zarabia prawdziwe pieniądze, na starszych już nie ma takiej przebitki.

W ubiegłym roku Korona zrezygnowała z czwartoligowej drużyny rezerw. Słusznie?

- Bardzo źle. Za moich czasów, gdy ktoś był po kontuzji, to właśnie tam mógł dochodzić do siebie po rehabilitacji. Nabierać tego rytmu meczowego. Gdzie teraz może to robić? Nigdzie. Tylko na treningach, a tam się nie pokaże wszystkiego. Trzeba wyjść na mecz, zastawić się, przewrócić, umiejętnie zagrać, kiwnąć. Zupełnie inna specyfika futbolu. Nawet jeżeli jest to czwarta liga, to zawodnik znacznie szybciej dojdzie do właściwej dyspozycji.

Korona, jak wiele klubów z polskiej ekstraklasy zresztą, tłumaczy, że chciałaby ściągać polskich piłkarzy, lecz są oni za drodzy.

- OK, to niech podadzą taką cenę za np. Kaczarawę.

Tyle Gruzin jest akurat wypożyczony do Korony.

- Za wypożyczenie też trzeba zapłacić.

Ale to pensja, a nie kwota transferowa.

- Proszę podać mi zatem zawodnika, za którego musiała zapłacić.

Pierwszy do głowy przychodzi mi Piotr Malarczyk, za wykupienie którego podobno zapłaciła Cracovii 200 tysięcy złotych.

- Myślę, że za tę kwotę mogłaby mieć czterech dobrych juniorów, którzy ocieraliby się o pierwszą drużynę. I stopniowo można by ich wkomponowywać do zespołu. Oczywiście, gdyby było zaplecze w postaci drugiej drużyny, gdzie łapaliby piłkarskie szlify.

Ostatnio w drużynie byli Michał Smolarczyk i Piotr Poński, czyli młodzi piłkarze z regionu. Jednemu skończył się kontrakt, drugi rozwiązał umowę za porozumieniem stron. Jak udało nam się dowiedzieć – inicjatywa wyszła od młodego zawodnika, który był rozczarowany postawą władz klubu.

- I teraz będzie grał w Wiśle Sandomierz, prawda? To lepiej zainwestować w 30-latka, czy takiego 19-letniego zawodnika? Dla mnie chłopak za dwa lata, po dobrym treningu i przy mądrym prowadzeniu, byłby do grania.

Przypadł panu do gustu styl pracy Gino Lettieriego?

- W tej chwilo oceniam go bardzo dobrze. Nie mogę złego słowa na niego powiedzieć. Nikt się po nim tego nie spodziewał. Po trenerze nie wiadomo skąd, z jakiejś trzeciej ligi niemieckiej. Nie wierzyliśmy, że osiągnie taki sukces z Koroną, w której – nie ukrywajmy – też składu zbyt specjalnego nie było.

Pół roku temu pewnie miał pan inną opinię na jego temat.

- Zgadza się, jak wszyscy. Sądziłem, że będzie mu ciężko pozbierać jakikolwiek skład, a co dopiero wygrywać mecze. Przewidywałem, że będą bronić się przed spadkiem. Jestem zaskoczony, ale chyba nie jestem w tym uczuciu osamotniony. Wszyscy byli mile zaskoczeni, że jednak wszystko jest OK. Jego plan na zespół wypalił, drużyna gra na dobrym poziomie i osiąga naprawdę dobre wyniki. To wyczyn, bo ten skład wcale mocny nie był.

Kto się panu podoba w tej obecnej Koronie?

- Cebula. Chłopak ma dryg. Żubrowski też bardzo fajny chłopak. Jukić. Cvijanović także. Wprawdzie ma trzydzieści jeden lat, ale piłkarsko potrafi wiele. Słoweniec posiada odpowiednie umiejętności. Nie wspominam nawet o Jacku Kiełbie, bo to klasa sama w sobie. No i Gostomski. Liczyłem na to, ze zagrzeje dłużej miejsca w składzie, bo to dobry bramkarz. Trzeba go pochwalić, bo w ostatnich meczach tamtej rundy rewelacyjnie to wyglądało od tyłu. Ktokolwiek do mnie dzwonił, to każdemu go wychwalałem. Naprawdę grał super. Cieszyłem się, że nareszcie jest polski bramkarz, który umie to poustawiać i jest pewny między słupkami.

Ale Gostomski teraz nie gra i pewnie pan wie dlaczego.

- Co ja się będę wypowiadał... Szkoda, że tak wyszło. Trochę niepoważna sytuacja.

Co zrobiłby pan na miejscu władz klubu?

- Wezwałbym go do siebie i powiedział: „chłopie, określ się”. Ale nie odstawiłbym go od drużyny. Pewnie byłby rezerwowym do końca sezonu. Trzeba mu w końcu płacić. Co nam przyjdzie z tego, że będzie ćwiczył indywidualnie. Ja też to przeżywałem na własnej skórze. W Polonii Warszawa byłem zesłany do „Klubu Kokosa”. Przewaga Gostomskiego jest taka, że dostaje za to pieniądze. Nam nie płacili, a i tak musiałem trenować.

To skomplikowana sytuacja, ale skoro nie mogę z piłkarzem rozwiązać kontraktu, bo zostało pół roku do jego wygaśnięcia, to niech trenuje. Zresztą, prezesi Korony też są winni. Nie wiedzieli, że za kilka miesięcy kończy mu się umowa? Trzeba siadać z takim zawodnikiem i pytać, jak się zapatruje na przyszłość – zostaje czy odchodzi.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że klub nie musiał nawet pytać zawodnika o zgodę, bo do końca grudnia mógł samodzielnie przedłużyć kontrakt. Tak była skonstruowana dotychczasowa umowa.

- Ano właśnie, a za gapowe się płaci.

O Kubie Żubrowskim mówiono, że zasłużył na powołanie do kadry.

- Spokojnie, dajmy mu pograć do końca sezonu. Wtedy zobaczymy, czy utrzyma tę formę, czy jednak była ona tylko wysoko zawieszona, lecz chwilowa. Jak będzie stabilna, to Adam Nawałka z pewnością będzie wysyłał w delegację do Kielc swoich asystentów, by podglądali Kubę. Umiejętności chłopak ma. Strzał z daleka, przegląd pola. Myślę, że niczego mu nie brakuje.

Nie mogę nie zapytać o Nikę Kaczarawę. Podoba się panu ten napastnik?

- Oj... Dla mnie to taka trochę chodząca tyczka. Typowym łowcą bramek to on nie jest. Gdzieś tam coś przechnie, gdzieś się przebije. Nie jest to też taki tradycyjnie rozgrywający. Naprawdę, nie wiem, jak go określić. Nie potrafię ocenić, czy woli grać tyłem do bramki, czy przodem. W polu karnym też zachowuje się jak taki pająk. Tu skoczy, tam skoczy. Ciężki do oceny. Ale za bramkę przeciwko Sandecji brawa, bo najlepiej odnalazł się w polu karnym i zareagował właściwie. W poprzednim meczu z Niecieczą też poszedł odważnie na bramkarza i wywalczył gola. Inna sprawa, że Trela zachował się jak junior, bo wystarczyło wziąć Gruzina na zamach i tamten na pewno by poleciał.

Przeciwko Termalice, Kaczarawa miał też inną, świetną okazję, ale źle przelobował bramkarza. Piechna by to strzelił?

- Proszę panaa... Takie to się strzelało prawą nogą, której... nie miałem.

Czas na trochę zaczepne pytanie. Niektórzy twierdzą, że Korona Lettieriego jest lepsza od Korony Ryszarda Wieczorka, w której grał pan pierwsze skrzypce?

- Takiego teamu w szatni i na boisku to na pewno nie mają. Muszą się jeszcze sporo uczyć. Teraz w Kielcach jest dużo obcokrajowców. U nas tak nie było, w składzie znajdowało się raptem dwóch Brazylijczyków. Teraz w Koronie wręcz rządzą obcokrajowcy, a mniejszość Polaczków musi się podporządkować.

To prawda, to należy oddać ówczesnym władzom, że budowali drużynę w oparciu o polskich piłkarzy. Choć oczywiście rzeczywistość była nieco inna, niż dzisiaj.

- Czasami mówi się o kimś, że jest „człowiekiem orkiestrą”. A my mieliśmy taki zespół. Każdy wiedział, gdzie ma grać i jak grać. Była fajna atmosfera. U nas prezesi nie wchodzili do szatni, nie dogadywali. Kiedyś przyszedł prezes Tkaczuk i powiedział krótko: „panowie, trzeba się wziąć w garść, ale spokojnie, mamy do was zaufanie”. Pamiętam, że graliśmy już wtedy w ekstraklasie, jako beniaminek po trzech meczach zajmowaliśmy ostatnią pozycję w tabeli. Ale potem pięć, czy sześć meczów wygraliśmy i każdy nam przyklaskiwał. Teraz zauważam wahania formy – potrafią wygrać mecz 5:0, by za kawałek czasu przegrać 1:5. Podobnie w tym roku – pewne zwycięstwo nad Termaliką, a potem cudem uratowany remis z Sandecją. Trzeba utrzymać wysoką dyspozycję przed dłuższy czas.

Trener Wieczorek był dosyć charyzmatyczną postacią.

- Dokładnie tak. Charakterny gość, miał swoje ja. I niestety, nie było zmiłuj – trzeba się było podporządkować Ale bardzo miło wspominam tę współpracę. Zresztą, bywało zabawnie. Czasami trener wołał mnie i mówił: „Grzesiek, idź coś załatw, jakąś większą premię. Ja już nic nie załatwię, a ty jesteś na topie, na pewno ich przekonasz”. Niekiedy się udawało (śmiech)

„Kiełbasa” wtedy faktycznie wiele mógł. Pewnie nie bez przyczyny został też kapitanem drużyny.

- Oczywiście, że tak. Szanowali i bali się mnie. Gdy mieliśmy obiecane pieniądze za awans do ekstraklasy, to potem nie poszły za tym żadne ruchy. Tylko obiecywali, zwlekali... To im powiedziałem, że jak nie chcecie zrealizować obietnicy, to ja zaraz zadzwonię do „Faktu” czy „Przeglądu Sportowego”. Powiem dziennikarzom, że pieniędzy jeszcze nie ma na kontach. Pomogło.

To miały być pieniądze z miasta, czy klubu?

- Od miasta, nagroda za promocję Kielc. Z prezydentem Lubawskim wtedy o tym rozmawiałem. Pewnie dlatego jak teraz widzi mnie na meczach, to tak niechętnie spogląda w moją stronę. A ja tak dużo zrobiłem dla Korony, dla Kielc... Może ma respekt do mnie, że ja byłem wtedy bardzo mocny. Teraz czasami widzimy się na jakichś imprezach, ale kończy się tylko na dzień dobry i nic więcej nie ma. Widać, że jakaś zadra pozostała.

Kiedyś to pan naprawdę był wszędzie. Ja sam otrzymałem kiedyś zlecenie – co oceniam jako jeden z zabawniejszych akcentów pracy zawodowej – na zrobienie wywiadu z Grzegorzem Piechną do miesięcznika... „Rzeźnik Polski”. Trudno się jednak dziwić, skoro nawet z lodówki pan wychodził, jako „Kiełbasa futbolowa Piechny”. Były czasy... Tej kiełbasy to już chyba dawno nie produkują.

- A skądże! Jest cały czas. W Opocznie pan ją kupi spokojnie, zapraszam. Smaczna jest.

I zabawić się pan umiał. Dzisiaj możemy szczerze o tym porozmawiać – imprez pan nie unikał.

- Powiem tak: gdy przyszedł trener Wdowczyk, powiedział nam: „panowie, ja lubię wszystko, ale kiedy jest czas na zabawę, bawmy się na całego, lecz kiedy jest czas na zapierd... to mamy zapierd...”. I my się tego trzymaliśmy. Gdy było pofolgowane, czyli w dniach, kiedy mogliśmy odreagować, to był czas dla nas. Nie ukrywam, że umieliśmy się bawić. Ale wyniki pokazywały, że to nie odbijało się na naszej grze. Nikt mi nie mógł zarzucić, że coś spieprzyłem, że źle zagrałem. Dzisiaj, po latach, też nie mam do siebie żadnych uwag. Byłem profesjonalistą.

Wieczorek też był taki elastyczny?

- Nie, zupełnie inna szkoła. Był stanowczy i wtedy wybryków nie było. Nikt by sobie na to nie pozwolił, bo na mieście było tylu donosicieli, że ciężko było się gdzieś zakamuflować. A nawet gdy komuś się zdarzyło, to kary szły od razu z grubej rury.

Dużo pan musiał zapłacić do kasy?

- Nie mówię, że nie. Coś się tam zapłaciło, ale zapewniam, że rekordzistą nie byłem. Ale nie zdradzę, kto był liderem (śmiech)

Kto był najlepszym napastnikiem Korony w ostatnich latach, gdy do Torpedo Moskwa odszedł z niej Piechna?

- Myślę, że Marcin Robak, który przyszedł zaraz po mnie. Krzysiek Gajtkowski też był niezłym zawodnikiem. Złego słowa o nim nie powiem, trochę tych bramek dla Korony zdobył.

Robak mógł zrobić większą karierę?

- Mógł trochę poczekać z wyjazdem za granicę. Jest dużo młodszy ode mnie, w reprezentacji też mógł stanowić większą siłę. Marcin mógł to wszystko inaczej rozegrać, lecz każdy jest kowalem swojego losu. Na pewno jednak i tak zrobił sporo jako piłkarz, jego nazwisko będzie zapamiętane. A to już sukces.

Z tamtej, debiutanckiej w ekstraklasie Korony – kto jeszcze zasłużył na pochwałę?

- Łukasz Załuska. Sądzę, że zrobił dobrą karierę. Pograł kilka lat w Szkocji na wysokim poziomie. Potem był w Wiśle Kraków, teraz w Pogoni. Cały czas w dobrej formie. Nie można powiedzieć, że gdzieś zabłądził choćby na chwilę. Uważam, że zrobił bardzo duże postępy. Jest dobrym bramkarzem. W Koronie był tylko rezerwowym, ale potem swoją ciężką pracą w innych klubach zasłużył na miano tego najważniejszego golkipera. Brawo dla niego.

A kto mógł zrobić większą karierę? Wspominając mecze Korony, jeszcze z pierwszej ligi, uważam, że duży potencjał miał Kuba Grzegorzewski. Nie do końca później wykorzystany.

- Zgodzę się. Kuba też był ode mnie młodszy, ale umiał grać w piłkę. Kiwkę potrafił zrobić, świetnym podaniem obsłużyć. Tworzyliśmy zgrany duet. Dobrze mi się z nim współpracowało - najpierw w Heko Czermno, potem w Koronie. Na boisku chwilami mogliśmy krawaty wiązać.

Ostatnio byłem zaskoczony, gdy zobaczyłem, że czynnym zawodnikiem jest wciąż Marcin Kaczmarek. Stuknęło 38 na liczniku, pozycja skrzydłowy, a tu zazwyczaj wybiega na murawę w pierwszym składzie. I to gra całkiem, bo w pierwszej lidze – w Olimpii Grudziądz.

- To taki piłkarz starej daty. Gra na wymagającej pozycji, ale widać, że jest wprawiony w boju. W Koronie rozegrał wiele wspaniałych spotkań, potem kilka lat spędził w Gdańsku i Łodzi. Chwała mu za to, że w takim wieku gra jeszcze na tak wysokim poziomie.

Zmieniając na chwilę temat. W czerwcu mistrzostwa świata w Rosji. Reprezentacja Polski ma szansę na sukces?

- Będzie ciężko. Drużyny w grupie są dosyć egzotyczne, lecz z pewnością to nie są zespoły lekkie, łatwe i przyjemne. Kolumbia potrafi grać w piłkę. Japonia odda serce na boisku, zabiega przeciwnika. Senegal to samo, a do tego dochodzi jeszcze wysoka technika. Mają kilku zawodników w silnych ligach – angielskich, francuskich czy hiszpańskich. To nie jest głupia drużyna. Nie liczmy, że wygramy wszystkie mecze. Nie można tak powiedzieć, bo czeka nas ciężka przeprawa. Ale oczywiście mamy sporo atutów po swojej stronie.

Jakich?

- Świetnych bramkarzy. „Lewy” jest postrachem obrońców. Szkoda, że trzeba szukać drugiego napastnika, bo nie wiadomo, co będzie z Milikiem. Nieco cofnięty na boisku jest Zieliński. To nie jest zły chłopak, tylko że raz gra w Napoli, raz nie. Ma wahania formy. Jest jednak młodym piłkarzem, wciąż się rozwija. Co do napastników – kogo mamy jeszcze? Teodorczyka, Świerczoka, Wilczka... Do tej najwyższej klasy im troszeczkę brakuje. Fajnie rozwija się Kownacki, warto mu się przyglądać, ale on też potrzebuje czasu.

Obrońcy?

- Kamil Glik gra dobrze, ale co jakiś czas przydarza mu się mecz, w którym odwala babola. Nie wiadomo, co z Pazdanem – czy gdzieś odejdzie, czy zostanie w Warszawie. To też nie jest zawodnik techniczny. Słabo rozgrywa piłkę – raczej przejmie ją od przeciwnika i poda do najbliższego partnera. O Piszczka na prawej obronie jestem spokojny, ale z drugiej strony nie mam koncepcji, kto może grać. Rybus to nie jest typowy obrońca. Jędrzejczyk – bez formy. Nie mamy typowego, klasowego zawodnika na tę pozycję. Wyżej na skrzydłach też problem. Nie wiemy co z Kubą Błaszczykowskim, ma problemy z kręgosłupem. Makuszewski to również zagadka – czy dojdzie do zdrowia i wróci na boisko.

Jest Kamil Grosicki, który debiutował w ekstraklasie, gdy pan był jej gwiazdą. Spodziewał się pan, że zrobi taką karierę?

- Jestem zaskoczony. Ale „Grosik” złapał wiatr w żagle, Dobrze mu to idzie. Jak tylko podtrzyma formę i nie złapie kontuzji, w Rosji będzie wymiatał na skrzydle.

REKLAMA

Pan zadebiutował w reprezentacji, zdobył nawet gola w meczu z Estonią. Skończyło się na jednym występie. Lubi pan wracać pamięcią do tamtego meczu oraz innych, choćby z ekstraklasy?

- Czasami oglądam wycinki meczów, wspominam, jak to było. Spoglądam też na statystyki, śledzę na przykład przebieg sezonu 2005/06. Patrzę, kto strzelał bramki, w jakich minutach. Fajnie do tego wrócić i na końcu spojrzeć: „Grzegorz Piechna królem strzelców”. To był piękny okres mojego życia.

Ile będziemy musieli czekać na kolejnego piłkarza Korony, o którym inni śpiewają piosenki.

- Oj... Chyba musimy poczekać jeszcze następne 40 lat (śmiech)

Fajna chwila?

- Kurde... Niesamowita. Na tej gali Canal+ pot zalał nie całego. Spojrzałem na żonę i tylko pomyślałem: „oho, też jest gorąco”. Niezwykłą zrobili mi niespodziankę. Teraz wracam do tego kawałka i widzę, jak wiele się pozmieniało. Niektórych wykonawców już z nami przecież nie ma, Sławek Rutka odszedł z tego świata... Zostały tylko taśmy. I wspomnienia.

W niedzielę Korona zagra u siebie z Lechem Poznań, ale trzy dni później pojedzie do Krakowa na mecz z Wisłą. Może jestem w błędzie, ale wydaje mi się, że w tym pamiętnym sezonie 05/06, to właśnie spotkanie z „Białą Gwiazdą” na jej terenie było dla pana najbardziej wyjątkowe?

- Oczywiście, że tak. To było jeszcze na stadionie przy Reymonta przed jego rozbudową. Wisła szybko nas ukąsiła, po piętnastu minutach prowadziła z nami 2:0. Ale kibice nie ustawali w szyderce. Ciągle śpiewali, krzyczeli, że Kiełbasa jest taki, albo inny... Nasłuchałem się wtedy tych wulgaryzmów. A potem w drugiej połowie jedna brameczka, druga brameczka Piechny… Buzie im się szybko pozamykały. Parówka ich uciszył.

Dlatego będę Koronie mocno kibicował w tym meczu, zresztą tak samo, jak w pozostałych. Mam ogromny sentyment do Kielc i tej drużyny. Życzę jej, żeby zakończyła rozgrywki na możliwie najwyższej pozycji.

Rozmawiał Tomasz Porębski

fot. Norbert Barczyk / PressFocus, Oskar Patek, Maciej Urban


W poprzednich odcinkach…

Piotr Malarczyk nie żałuje wyjazdu do Anglii

Nie żałuję. Mógłbym żałować, gdybym nie dał z siebie wszystkiego. Gdyby mi odbiło, uznałbym, że jestem piłkarzem przez duże „P” i wszystko mi się teraz należy. Samo doświadczenie, poznanie, jak to wszystko funkcjonuje, ile trzeba pracować na sukces, dało mi wiele. A do tego jest ta świadomość, że to nie zawsze wystarczy. Ilu jest takich piłkarzy, co dają z siebie wszystko, a kariera im się nie układa. To cenna lekcja.

Czytaj więcej

 

Poseł Liroy-Marzec atakuje władze Kielc

Chciałbym usłyszeć wreszcie od prezydenta, co z naszym muzeum hip hopu. Ważna rzecz, dla regionu ma ogromne znaczenie. Zyska sławę na cały świat, bo drugie takie miejsce jest tylko w Nowym Jorku. Mamy możliwość, by pokazać się od strony kultury. Przecież u nas jest kolebka hip hopu w Polsce, wystarczy przyklepać to pieczątką. Mamy ludzi z całego świata, którzy chcą tutaj przyjechać, pomóc. Nowy Jork chce przysłać duży, malowany pociąg, który byłby częścią wystawy. Tylko prezydent ma jakieś problemy.

Czytaj więcej

 

REKLAMA

Wasze komentarze

wirłopuszno2018-02-20 19:40:32
KIEŁBASA! KIEŁBASA! Zajebisty piłkarz!! Fajny wywiad
O2018-02-20 20:21:58
kolejny zajebisty wywiad , odwalacie kawał swietnej roboty!
Kris2018-02-20 20:52:51
Brawo.Super wywiad
ToBylaBajka2018-02-20 21:04:18
Ja pamietam sytuacje z Kielbem,jakby nie wiadomo jaka gwiazda szla po bilet do kasy klubu w dniu meczu,a byl zawodnikiem Lecha,a Pan Grzegorz musi sie prosic...inni zawodnicy "starszej" daty tez nie sa szczegolnie zapraszani...olal ich klub,bo przeciez nie ma juz kolportera jako glownego sponsora.wstyd....z reszta z tego co wiem dziewczyny dawnej korony za czasow gdy graly dla niej tez zostaly zapomniane...przykre.
odcinają się2018-02-20 21:10:55
od czasów kolportera i tyle. ich prawo.
Nasz Scyzoryk2018-02-20 21:15:27
Nie do wiary, najbardziej medialny zawodnik Korony, który dał nam tyle radości i nie ma stałej wejściówki na mecze.
Grzesiek Piechna powinien mieć " złoty karnet" do końca życia, dobry marketing wykorzystał by jego nazwisko(przezwisk) do promocji meczów, powinni mu zamontować specjalny fotel imienny.
Wszyscy w Polsce którzy interesują się piłką wiedzą kto to jest Piechna i to powinna Korona wykorzystać.
Jak widzę Go na stadionie zawsze krzyczę "Grzesiek Kiełbasa nasz scyzoryk."
mlody2018-02-20 21:33:20
To jest Gość, piłkarz legenda Kielc. Szacunek dla niego
podwieczorek przy mikrofonie2018-02-20 21:48:05
Wszystko fajnie. Szanuję Piechnę, bo to symbol Korony a przy okazji niesamowicie równy gość. Jest jedno drobne ALE. W każdym, ale to w każdym wywiadzie Kiełbasa podkreśla jak to Korona za kolporterowskich czasów świetnie grała. Tyle że jeśli się spojrzy na ówczesny skład, możliwości finansowe i cały ten boom po awansie to te wyniki były jak na tamten potencjał naprawdę średnie. Bartoszek czy Ojrzyński z dużo słabszymi piłkarzami też wykręcali piąte miejsca. Ale oni w odróżnieniu od pewnego ponoć charyzmatycznego trenera nie opowiadali, że "pierwsza bramka ustawiła spotkanie". Jedyne czego wówczas Koronie brakowało to właśnie trenera. Wielka szkoda.
casper2018-02-20 21:51:06
szacunek Kielbasa za wszystko co zrobiłeś dla Korony. redaktorze Porębski kolejny świetny wywiad.
Darek2018-02-20 21:52:00
Widzę, że chyba w kalendarzu w każdy wtorek będę musiał wpisać WYWIAD CKSPORT :-) Naprawdę świetne teksty. Dobrze napisane, a przede wszystkim fajni rozmówcy. Tak trzymać.
loop2018-02-20 22:23:47
Szanuję faceta jako człowieka i sportowca, ale tych płaczów na temat biletów już na prawdę nie da się słuchać!!!!!!! Zarobił kupę kasy a non-stop jęczy że jemu nie dają wejściówek!!! Wejściówek a wiem że Grześkowi n ie chodzi o dwie tylko 6-8 sztuk!!!!!
lepiej madrze stac niz glupio biegac2018-02-21 00:02:16
2 wspomnienia od razu z Grzegorzem: hattrick z Polonia jeszcze na Szczepaniaka i wygrana 3:2 i gol w Ostrowcu, po asyscie Jelenia, w kadrze. Oba mecze widzialem na zywo. Szkoda ze Janas nie dal mu wiecej szans w reprezentacji, byl w takim gazie ze na pewno na nie zasluzyl. A do redakcji, Piechna byl krolem strzelcow w kazdej polskiej lidze w ktorej gral od A klasy do eklasy
Heheszki2018-02-21 07:02:31
Naprawdę niezły wywiad z jednym malym ale.. Z takim człowiekiem wywiad powinien byc zdecydowanie dłuższy.. Dziękuję dobranoc
Johnny2018-02-21 07:33:00
Noi co z tego że 6 czy 8 sztuk jest Legenda powinien dostać a nie prosić się myślisz że Saganowski sie prosi albo Reiss w Lechu czy Frankowski w Wiśle???????Poprostu dostaja. Na Stadion przychodzi 5 czy 6 tys kibiców i szkoda biletów dla Piechny poprostu dramat już nie zapytam czy klub zaprasza innych swoich piłkarzy zasłużonych
kibic2018-02-21 09:00:39
Bilety można też kupić bez kolejek przez internet choć oczywiście dwie sztuki powinny być dla Piechny zawsze zarezerwowane.
abcd2018-02-21 11:11:15
Szacunek? Chlej jak swinia dalej na stadionie i szczyj publicznie na tym samym stadionie, a szacunek z pewnością będziesz miał.
Duma ligi tej2018-02-21 12:36:28
Brakuje bardzo tej Perły w Koronie.
Bryx2018-02-21 13:59:06
Piechna to załużony dla Korony zawodnik, ale trzeba pamiętać, że jak poszedł do Widzewa, to się strasznie na Koronę napinał, aż się nasi piłkarze wkurzali. To nie było fair, jak na człowieka, który ma ponoć ten klub w sercu. Poza tym nie potrafi mówić inaczej niż źle o tym co się w Koronie dzieje, widać, że sam nosi w sobie jakąś zadrę. Pamiętam jak się skarżył, że na odchodne dostał za mały prezent, teraz za mało biletów, same małostkowe skargi na poziomie przedszkola. Sam się nie potrafi zachować z klasą, więc niech nie wymaga tego od innych.
Gruby Koroniarz.2018-02-21 14:40:24
Grzesiek Piechna Szacun.
były tamtejszy2018-02-21 20:09:15
Piechna nie ma stałej wejściówki na Koronę? Jestem zbulwersowany. No, jeśli taką politykę promocyjną prowadzi ten klub, no to nie ma się co dziwić, że przy Ściegiennego rzadko kiedy jest komplet.
Proszę sobie wyobrazić taką oto sytuację. Przyjeżdża do Zabrza na mecz Górnika np. Matysik, czy Wałdoch i muszą kupować bilety. To jest raczej nie do pomyślenia.
Ale w Kielcach na jednej z trybun wisi szmata z napisem "brygada świętokrzyska" i nikt nie kazał tej szmaty usunąć (ten kto zna trochę historii II wojny światowej, powinien wiedzieć, co to za zjawisko "b.ś."). No to jeśli coś takiego jest dopuszczalne, to i Grzegorz Piechna musi kupować bilety na mecze.
@była tamtejsza2018-02-22 00:48:37
schowaj się różowy klakierze
@były tamtejszy2018-02-22 00:50:12
Ty to w Ruskiej Budzie studiowałeś, a szm. nazywaj swoich.
do były tamtejszy2018-02-22 08:30:33
Odezwał się wyedukowany na dziełach Lenina…
Juriusz2018-02-22 12:18:45
Taki już jest Zając. Nie szanuje ludzi, siebie uważa za idealnego, wspaniałego, a taka jest prawda że jest beznadziejnym prezesem, nie umie ściągać dobrych zawodników, dobrych umie się pozbywać i potrafić zepsuć najprostszą robotę.
Kielczanin2018-02-22 14:59:52
Jak dla mnie zachowanie klubu w stosunku do WSZYSTKICH byłych zawodników jest poniżej krytyki. Przy obecnej frekwencji (jeśli zapełni się 1/2 stadionu, to znaczy, że mamy jakieś piłkarskie święto) brak karnetu dla Kiełbasy i okazjonalnie 3-4 biletów dla członków rodziny (są przecież imienne i nie będzie nimi handlował pod stadionem) jest wręcz śmieszny. Na pocieszenie dla Grześka, z tego co wiem, a wiedzę czerpię z samego źródła, NIKT z byłych piłkarzy nie dostał na tą rundę nawet jednego karnetu. Nawet oficjalnie stowarzyszeni Oldboje Korony Kielce, nie dostali od klubu nic, mimo że część z nich pół życia spędziła w Koronie, często tracąc dla niej swoje zdrowie, szczególnie w czasach gdy nie było to wynagradzane kokosami, a drugie pół poświęca na kibicowanie swojemu ukochanemu klubowi. Szkoda, że klub obrał taką politykę, bo pozytywny wizerunek klubu łatwo jest popsuć, a trudno później odbudować. Polecam też wywiad z D. Gawlikiem, który wiele mówi o stosunku klubu do byłych graczy.
Juriusz2018-02-22 22:22:31
Niestety Panie Grześku, ale Zając jest marnym człowieczkiem, który nie umie się zachowywać i jeszcze bardziej być prezesem Korony. On szanuje tylko siebie i może jeszcze swoich ludzi.
Co na to klub?2018-02-23 08:24:16
Czy autor wywiadu mógłby poprosić przedstawicieli klubu (np. rzecznika) o ustosunkowanie się go słów Piechny i komentarzy pod artykułem? Jesli to wszystko o biletach dla byłych Koroniarzy jest prawdą, to jest to ogromny wstyd dla klubu. Kopałem kiedyś w III i IV lidze w kilku różnych klubach i zawsze gdy pojawiam się na ich meczach wchodzę za friko, a jakbym chciał bilet kupić, to by się na mnie chyba obrazili i wyśmiali, bo już na zwasze będę częścią jego historii. No ale to nie jest ekstraklasa i superprofesjonalne kluby. A może im wyższa liga, tym gorsza pamięć do twarzy i nazwisk?
DK2018-03-20 22:43:46
Dzięki Grzesiu i CK SPORT ! Czytając ten wywiad oraz te pozytywne komentarze prawdziwych kibiców. Można przypomnieć sobie te niesamowite chwile na Koronie,
Mis Koralgol2018-04-28 19:18:09
Z klubu można odejść, żaden nie jest na zawsze, na całą karierę, ale to co wygadywał Piechna w mediach przed meczem z Koroną (Piechna wówczas w Widzewie), a później jaki był skrzywdzony po odejściu z Widzewa, bo nadal Korona go nie chciała, to co myśli że kibice zapomnieli??? Mógł być legendą, a będzie tylko jednym z tych, których zapamięta się na 10lat później przyjdą nowi. Swoją wartość piłkarską pokazał w Torpedo, a później w kolejnych polskich klubach, wszędzie narzekał, że mu nie dogrywają dlatego nie ma goli. Sprzedawczyk taką miał mentalność po odejściu z Korony. Jeśli komuś klub miałby za-sponsorować karnet to prędzej Zbyszkowi Małkowskiemu za obronę kibiców w sektorze przed policją i dobrą postawę w wielu sezonach, Przemkowi Cichoniowi czy Darkowi Kozubkowi, a nie wiejskiemu pseudo piłkarzowi, który miał to szczęście zagrać w Koronie z zawodnikami zagrywającymi mu na nos. Widzę, że komentujący jadą po prowadzących klub, a może by zastanowili się gdzie byłby klub, gdyby nie Ci których tak nienawidzicie, 4 liga? Okręgówka? Piłka to dzisiaj biznes, w biznesie nie ma sentymentów.

Dodaj komentarz

Copyright © 2018 CKsport.pl Redakcja Reklama

Projekt i wykonanie: CK Media Group