REKLAMA

Gdybyś wprowadził to u nas, nazajutrz zostałbyś zwolniony z roboty (cz. I)

04-10-2017 20:16,
Mateusz Kaleta

"Korona to najlepiej przygotowana fizycznie drużyna ekstraklasy - napisał Zbigniew Boniek, więc... Postanowiliśmy sprawdzić, jak do tego doszło..." - tak rozpoczęliśmy wpis, który we wtorek wieczorem - wraz ze zdjęciem Michała Dutkiewicza, trenera przygotowania fizycznego Korony Kielce - zamieściliśmy na naszym profilu na Facebooku.

Efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Post osiągnął kilkadziesiąt tysięcy zasięgu, zyskał kilkaset polubień i całkiem sporo udostępnień. Ale najważniejsze były komentarze: pozytywne, pochlebne, budujące. 

REKLAMA

Bo kieleccy kibice potrafią docenić dobrą pracę. A taką bez wątpienia wykonuje Dutkiewicz - rodowity kielczanin, absolwent Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, rocznik 1989. To w dużej mierze dzięki niemu Korona w tym sezonie wygląda tak znakomicie pod względem kondycyjnym i szybkościowym.

Przerwa w rozgrywkach to chyba idealny czas, by nieco mocniej przybliżyć sylwetkę asystenta Gino Lettieriego. Zwłaszcza, że do tej pory media - w tym nasz portal - robiły to zazwyczaj wyłącznie przy okazji wymieniania składu personalnego sztabu szkoleniowego żółto-czerwonej drużyny.

Na wstępie muszę zacząć od... pozdrowień. Gdy tylko na Twitterze zaanonsowaliśmy, że wybieramy się na rozmowę z panem, od razu dostaliśmy grad komentarzy i wiadomości. Forma się różniła, ale przekaz był jeden: podziękujcie i powiedzcie, że wykonuje mega robotę.

-  Bardzo dziękuję, ale przede wszystkim to nie tylko moja zasługa. Jest to efekt pracy i zarazem włożonej w to energii przez cały sztab szkoleniowy. Każdy z nas dokłada do tego swoją cegiełkę, każdy z nas dba o to, aby te wyniki były jak najlepsze. To nie jest tak, że tylko jedna osoba koncentruje się na pracy. Ja odpowiadam za strefę przygotowania zespołu, ale drużyna jest przede wszystkim bardzo dobrze poukładana taktycznie, a to już zasługa pierwszego trenera. Pamiętajmy, że wiele odrębnych kwestii razem wziętych daje pełny obraz zespołu, jaki dziś oglądamy na boisku. To wszystko współgra i daje efekty naszej wspólnej pracy.

Ale bez wątpienia to przygotowanie fizyczne jest kluczowe podczas tak długiego i wymagającego sezonu.

- Ten okres przygotowawczy był wyjątkowy. A to dlatego, że mieliśmy zaledwie dwa tygodnie przerwy pomiędzy jednym sezonem, a drugim. Był on zupełnie inny od poprzedniego, w którym zawodnicy mieli trochę więcej czasu na regenerację. Tutaj tego nie było. Okres przygotowawczy do sezonu trwał w zasadzie zaledwie pięć tygodni. Przez pierwsze dwa tygodnie musieliśmy pracować nad regeneracją zawodników, nie mogliśmy od razu wejść w mocne jednostki treningowe. W przeciwnym razie nasz cykl przygotowawczy by się nie powiódł.

To właśnie regeneracja była w trakcie tego okresu najważniejsza? 

- Zdecydowanie tak, ale równie ważną rzeczą są badania wydolnościowe, które robi się zawsze na początku sezonu. Dostajemy wówczas pełen obraz tego, na jakim poziomie są zawodnicy po okresie roztrenowania i przerwy od rozgrywek ligowych. Widzimy, czy są wytrenowani, czy może spadła im trochę ta wydolność. Wtedy wiemy, jak ułożyć treningi: czy od razu wziąć piłkarzy na wysoką intensywność, czy znowu małymi krokami zacząć to wszystko budować. My akurat pierwsze dwa tygodnie poświęciliśmy dość mocno na regenerację i to się opłaciło.

Na czym tak naprawdę polega trening regeneracyjny?

- W wyniku badań wydolnościowych utrzymujemy tętna oraz czas na kilometr, jaki powinien osiągać zawodnik, by najlepiej się regenerować. Jest też tzw. tętno regeneracyjne. Co dalej? Wycieczka do lasu i bieg 7-8 km w takim tętnie i określonym czasie. To właśnie jest trening regeneracyjny. Zawodnicy nie zawsze lubią te ćwiczenia, ale są to jednak najlepsze treningi do tego, aby się zregenerować.

Każdy piłkarz ma określony zakres pracy: regeneracyjny, ekstensywny i intensywny. W zależności od potrzeby treningu stosujemy odpowiednią jego intensywność.

Przedsezonowe treningi rzeczywiście były tak bardzo wymagające? Piłkarze nie ukrywali, że trenowali bardzo ciężko.

- W 5 dni przebiegliśmy ponad 55 kilometrów. To jest dość sporo. Biegaliśmy dwa razy dziennie: rano - około 30 minut, po południu godzinę albo 45 minut. Wychodziło około 11 kilometrów na dzień. Pierwszy obóz był poświęcony stricte przygotowaniu kondycyjnemu, wydolnościowemu. Pracowaliśmy wówczas nad tym, żeby zawodników odpowiednio dotlenić, by móc z kolei później wykonać mocniejsze treningi, na jeszcze większej intensywności. 

Można było wtedy łatwo popełnić błąd. To był bardzo specyficzny okres. Podejrzewam, że gdybyśmy od razu zaczęli z wysokich poziomów pracować na dużej intensywności, to byłby problem. Zawodnicy byliby niezregenerowani, a ich organizmy bardzo szybko by gasły. Oprócz tej regeneracji, której poświęcamy bardzo dużo uwagi, cały czas mocno trenujemy. Nie można jednak nieustannie dokręcać śruby i pracować na wysokiej intensywności, bo w pewnym momencie organizm powie: STOP! To tak, jakbyś chciał jechać samochodem na bardzo wysokich obrotach, a nie dawał mu w ogóle odpoczynku. W pewnym momencie silnik ulegnie zniszczeniu. Trzeba to wszystko dozować. Tak jak mocno trenujesz, tak samo ważna jest regeneracja.

Za Koroną bardzo intensywny tydzień, w którym drużyna rozgrywała mecze praktycznie co trzy dni. Piłkarze świetnie wyglądali pod względem kondycyjnym, wydaje się, że dobrze znieśli trudy obu spotkań z Wisłą. Tym bardziej, że w starciu pucharowym do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka (rozmawialiśmy w ubiegły czwartek, przed meczem z Pogonią Szczecin - przyp. red.). 

- Przede wszystkim była to bardzo mądra decyzja całego sztabu, jeśli chodzi o pracę pomiędzy jednym meczem, a drugim. Po raz kolejny mocno postawiliśmy na regenerację, było dość dużo biegania "w tlenie". Między tymi meczami nie mogliśmy wprowadzić żadnych mocniejszych akcentów, bo to byłoby zupełnie bez sensu. Tak naprawdę tylko odświeżaliśmy zawodników między tymi spotkaniami. To, co chłopcy zrobili grając w dziesięciu przez 90 minut - czapki z głów. Ja nie widziałem, żeby oni byli gorsi, cały czas pracowali na wysokich obrotach. Potwierdził to zresztą następny mecz, w którym przeciwnicy wymienili kilku zawodników, a my graliśmy praktycznie tą samą jedenastką. Wisły w tym spotkaniu tak naprawdę nie było.

Z dnia na dzień coraz lepiej wygląda sytuacja kadrowa Korony, ale wciąż pozostają kontuzjowani Nabil Aanokur i Nika Kaczarawa. Jak wygląda obecnie ich sytuacja?

- Nika Kaczarawa trenuje już z zespołem. On jest po zapaleniu płuc, a wiadomo, że po takiej chorobie organizm musi dojść do siebie wydolnościowo. Myślę, że po przerwie na mecze reprezentacji spokojnie będzie gotowy do gry. Nabil Aankour z kolei trenuje, biega, ćwiczy siłowo. Miał naderwanie mięśnia, ale teraz jest to już zabliźnione. Myślę, że on również po okresie reprezentacyjnym będzie do dyspozycji trenera.

Wygląda na to, że ta przerwa na kadrę przypada w bardzo dobrym momencie. Będzie to nie tylko czas na pracę, ale jednocześnie pozwoli ona dojść kontuzjowanym zawodnikom do pełni zdrowia.

- Taka przerwa na reprezentację to przede wszystkim czas wytężonej pracy dla mnie. Mam wówczas trochę więcej możliwości popracowania z zawodnikami indywidualnie, grupowo. Wtedy zazwyczaj mamy też po dwie jednostki treningowe w ciągu dnia. Jest dużo czasu na pracę stricte motoryczną - bieganie czy trening siłowy. W trakcie sezonu, gdy rozgrywamy mecze co trzy dni, jest to praktycznie nierealne.

W trakcie tej przerwy Korona miała rozegrać też sparing z Cracovią. Był on potrzebny? 

- Przede wszystkim potrzebny jest rytm meczowy. Gramy co tydzień w lidze, więc dobrze jest utrzymać ten rytm regularnej gry. Czasami jest tak, że przychodzi okres, w którym nie jesteś dwa tygodnie pod grą i ten pierwszy mecz po przerwie jest trochę ciężki. Jeśli grasz co tydzień, to tego rytmu nie powinno zabraknąć. Taki sparing to też możliwość dania szansy innym, wykorzystania zawodników, którzy dotychczas mniej grają. Można również sprawdzić nowe warianty taktyczne, ustawienia zawodników, więc myślę, że jest to jak najbardziej potrzebne.

Przed sezonem do drużyny przybyło wielu nowych piłkarzy, ale tak naprawdę każdy z nich był w różnym etapie przygotowań. Niektórzy byli w trakcie treningu, inni zupełnie zaczynali od początku. Jak sprawić, żeby każdy z nich po kilku tygodniach był jednakowo przygotowany do gry?

- Nie do końca jeszcze wszyscy są na równym poziomie. Zawodnicy, którzy mają za sobą przepracowany okres przygotowawczy, wyglądają dużo lepiej fizycznie. Są też zawodnicy nowi, którzy później dochodzili, oni stopniowo dochodzą do formy. Często potrzebują trochę czasu, formę łapią rytmem meczowym - na początku grają 20 minut, potem 30, 40, za  chwilę 60. My nie mamy drugiej drużyny, więc oni nie mogą się tam ogrywać. Ostatnio Murawski (Rafał - pomocnik Pogoni Szczecin - przyp. red.) zagrał w drugiej drużynie 70 minut i właśnie w ten sposób powoli wchodzi do swojego zespołu. My natomiast musimy stosować dodatkowe treningi. 

Często jest tak, że moja praca jest podzielona nawet na trzy grupy: rozgrzewka i akcenty motoryczne pierwszego zespołu, ale za chwilę zajmuję się zawodnikami powracającymi po kontuzji, tymi niedotrenowanymi, bądź kontuzjowanymi. To też nie jest wyłącznie moja praca, ona jest mocno uzależniona od pracy fizjoterapeutów. Bardzo często dopiero po konsultacjach z nimi wiem, co mam robić. Nie mogę kontuzjowanego gracza wrzucić od razu na głęboką wodę. On musi stopniowo, powoli wdrażać się w te zajęcia. Zawodnicy mają też dodatkowe treningi. Adnan Kovacević, gdy przyszedł do klubu, od razu miał rozpisane ćwiczenia – z samego rana biegał, w ciągu dnia odbywał z nami jednostkę treningową, a rano wychodził biegać do lasu. W ten sposób powoli wchodził w ten właściwy rytm.

Wszyscy zawodnicy mają zegarki, wszyscy pracują na GPS-ach. Ja mogę sobie w każdym momencie sprawdzić, czy dany zawodnik wykonał trening i w jakim zakresie pracował. Praca poszczególnych zawodników jest nieustannie monitorowana. 

Przeprowadziliśmy w Bremie testy wydolnościowe. Oczywiście nie wszyscy w nich uczestniczyli, bo niektórzy dołączyli do nas później i na ten moment nie mamy wyników ich badań. Te testy będą ponownie przeprowadzane w kolejnej przerwie na reprezentację. To będzie takie odświeżenie tych wszystkich wiadomości, a potem znowu - praca.

Czy zdarzyło się, że któryś z zawodników, którzy dołączyli do drużyny tego lata, był zupełnie nieprzygotowany?

- Zdecydowanie tak, ale nie będę wymieniał z nazwiska.

A czy był taki, który z kolei mógł zacząć treningi z miejsca na wysokim poziomie?

 - Rzadko się to zdarza. Owszem, jest to możliwe, gdy zawodnicy przychodzą np. z klubów, gdzie przepracowali już okres przygotowawczy. Przede wszystkim jest duża różnica, czy zawodnik jest kupiony z klubu, czy przychodzi z wolnego transferu. W przypadku tej drugiej opcji, forma fizyczna piłkarza potrzebuje 6-8 tygodni czasu regularnych treningów. Gdy zawodnik jest w klubie i normalnie uczestniczy w zajęciach, to wówczas jest gotowy do gry. 

Wspomniał pan, że pracuje pan w trzech grupach. Czy zatem każdy z piłkarzy ma swój indywidualny tryb zajęć? Jak to wygląda w praktyce?

- Są treningi, w których uczestniczy cała drużyna, ale są też indywidualne, które często odbywają się w wydzielonych grupach. Dla przykładu - jutro wyjeżdżamy na mecz do Szczecina, a ja o godzinie 8:30 rano mam trening z zawodnikami, którzy zostają w Kielcach. Dotyczy to m.in. Kaczarawy. Odbywam z nimi zajęcia i dopiero potem jadę z zespołem dalej. Treningi często podzielone są na grupy. Inna sprawa to piłkarze wracający po urazach - wówczas trzeba trochę inaczej do nich podejść. Jeszcze inaczej to wygląda w przypadku zawodników kontuzjowanych - nimi najczęściej zajmują się fizjoterapeuci. Są też zawodnicy, którzy już trenują z zespołem, ale potrzebują jeszcze dodatkowej pracy, więc również trenują ze mną. Kolejna rzecz to piłkarze, którzy sami się czasem do mnie zgłaszają z prośbą, aby pomóc im w osiągnięciu lepszej formy i ich też staram się wspierać.

W jaki sposób przebiega proces włączania do treningów zawodnika, który wraca po kontuzji? 

- To zależy, jakiego rodzaju jest kontuzja. W przypadku poważniejszych urazów, takich jak naciągnięcie, naderwanie więzadeł pierwszego bądź drugiego stopnia, potrzebna jest dłuższa praca. Taki zawodnik musi mieć konkretne zalecenia od lekarza albo fizjoterapeuty. To właśnie oni zajmują się przez pierwsze tygodnie piłkarzem powracającym po kontuzji. W klubie mamy dwóch fizjoterapeutów, którzy pomagają przy tych pierwszych, początkowych rzeczach. Później głównie następuje wzmacnianie siłowe - praca na siłowni, praca nad wydolnością, bieganie. Po takich kontuzjach osłabienie mięśni jest dosyć duże. Gdy zawodnik mniej się rusza przez te 4 tygodnie, spada też jego wydolność. Dużą rolę odgrywa jednak trening siłowy. Jest on potrzebny, żeby obudować ciało, aby w przyszłości występowało mniej kontuzji. Gdy mięśnie są większe, tym lepiej chronią organizm przed urazami.

Starsi zawodnicy oczywiście potrzebują więcej czasu na regenerację. Jest duża różnica w pracy nad zawodnikiem młodszym a dojrzalszym?

- To przede wszystkim zależy od urazu. U nas w drużynie nie mam w zasadzie problemu z tym, czy piłkarz jest starszy, czy młodszy. Nie mam kłopotów z tym, że starsi mają więcej kontuzji, coś takiego nie istnieje. Zarówno starsi, jak ci mlodsi wymagają porównywalnej ilości czasu. Znaczenie ma też typ zawodnika. Jeden piłkarz ma jakiś drobny uraz, coś go boli, ale mimo to trenuje i dla niego najważniejsze jest, aby być do dyspozycji trenera, regularnie grać. Oczywiście nie mówię tutaj o poważnych kontuzjach. Inny zawodnik może mieć taki sam drobny uraz, ale powie: "nie, ja mam kontuzję, nie mogę trenować". To wszystko zależy od piłkarza. Moim zdaniem wiek zawodnika nie ma na to wpływu. Pamiętajmy też, że w Koronie nie ma dużej różnicy wiekowej. Zawodnicy mają maksymalnie 30 lat, ci młodsi mają po 20, więc wiesz - te 10 lat to wcale nie jest nie wiadomo jaki przeskok.

Młodsi zawodnicy równie dobrze znoszą obciążenia treningowe?

- Słowem kluczowym jest tutaj indywidualizacja treningu. Gdy jeden zawodnik jest trochę silniejszy od drugiego, to oni nie mogą trenować na tym samym poziomie. Nie każdy gracz może biegać w takim samym tempie. Jeden jest lepszy wydolnościowo, drugi jest w tym troszeczkę słabszy. Gdy będą biegali razem, to jeden z nich będzie biegał za szybko, drugi natomiast za wolno, więc trzeba to odpowiednio ułożyć. To wszystko wynika też z badań i właśnie na ich podstawie dzielimy piłkarzy na mniejsze grupy, w których te wyniki są do siebie zbliżone. Wtedy dużo łatwiej utrzymać jedną prędkość poszczególnych treningach biegowych.

Często młodsi zawodnicy mają problemy na tle fizycznym. Wydolnościowo jest wszystko dobrze, natomiast główny problem stanowi siła. Jest ona decydującym czynnikiem jeśli chodzi o odporność mięśni na kontuzje i zdolność do generowania mocy.

Którzy piłkarze w Koronie są najlepsi pod względem szybkościowym?

- Liderem jest zdecydowanie Shawn Barry. Myślę, że w polskiej ekstraklasie miałby jeden z najlepszych wyników w biegu na 30 metrów.

A pod względem kondycyjnym?

- Jest kilku zawodników, którzy mogą biegać bez przerwy, m.in. Ken Kallaste czy Mateusz Możdżeń. To zawodnicy, którzy potrafią robić to naprawdę długo i mocno.

Często zdarza się, że zawodnik nie jest sprinterem, ale dysponuje szybkim startem do piłki. Kto w Koronie dysponuje najlepszym przyspieszeniem na kilku pierwszych metrach sprintu?

- Przede wszystkim, aby zawodnik posiadał dobre przyspieszenie do piłki, musi generować dużą siłę i szybkość, czyli tzw. moc. Jest to pozycja startu z miejsca. To też wiąże się ze skocznością. Jeśli zawodnik dysponuje dobrą szybkością na pierwszych pięciu metrach, to powinno się to przekładać jednocześnie na bardzo wysoki wyskok w górę. To jest taka korelacja. Kluczowa jest tutaj moc, czyli generowanie jak największej siły w jak najkrótszym czasie.

Jeśli chodzi o przyspieszenie na kilku pierwszych metrach sprintu, to jednym z najlepszych w tym aspekcie w Koronie jest znowu Shawn Barry. 

Ogólnie przyjmuje się, że dobrym wynikiem na 5 metrów jest czas poniżej sekundy. Takie parametry powinien osiągnąć zawodowy piłkarz. Są też zawodnicy, którzy biegają 0,900, są też tacy, którzy na ten dystans potrzebują więcej niż jedną sekundę. Wynik poniżej sekundy uważany jest jednak za całkiem niezły rezultat. Analogicznie – dobrym wynikiem na 30 metrów biegu jest czas poniżej 4 sekund.

Co tak naprawdę sprawdza się podczas badań wydolnościowych zawodników? 

- Badania wydolnościowe, jakie mieliśmy w tym sezonie polegają głównie na bieganiu 400-metrowych odcinków ze zmienną prędkością. Pierwsza z nich to 2,5 m/s, po czterech kółkach wokół boiska zwiększamy tę prędkość do 3 m/s, potem do 3,5 i 4,5 m/s. Po każdym cyklu pobieramy krew od zawodników, sprawdzamy zakwaszenie ich organizmów. Później to wszystko oblicza fizjolog, z którym współpracujemy. On wysyła nam analizę i wyniki tych badań, sugeruje konkretne rozwiązania treningowe, w jaki sposób mamy mniej więcej pracować. Na tej podstawie monitorujemy właśnie zawodników.

Testy, jakie zrobiliśmy w tym roku, są troszeczkę inne od tych, które przeprowadzałem w ubiegłym sezonie. 

Na czym polega ta różnica?

- Poprzednie testy odbywały się na zasadzie biegu wahadłowego na dystansie 40 metrów. Zawodnicy biegali w pełnej aparaturze – mieli na sobie maskę, kamizelkę i biegali w tempie od 10 km/h, co dwie minuty zwiększając prędkość o 2 km/h. Po każdej przebiegniętej prędkości pobieraliśmy krew, która rówież była badana. Był to test do odmowy: to znaczy, że zawodnik zatrzymywał się, gdy już nie był w stanie biec dalej. To są dość ciężkie testy, ale pozwalają nam zobaczyć, jakie są możliwości każdego zawodnika, w którym momencie dany gracz powie, że ma dosyć. Testy te pokazują nam też parametry zakwaszające organizm, czyli poziom kwasu mlekowego. Jeszcze ważniejszy jest powrót zawodnika po tym maksymalnym wysiłku do spoczynku. Po raz kolejny bardzo istotna jest tutaj regeneracja.

Z czego wynikała ta zmiana? Kluczowe było to, ze tegoroczny okres przygotowawczy był bardzo krótki, czy może zadecydowała o tym zmiana sztabu szkoleniowego?

- Zdecydowanie znaczenie miała zmiana sztabu. Oczywiście, nie jest tak, że jedna metoda jest dobra i trzeba trzymać się wyłącznie tego jednego sposobu. Tak naprawdę w treningu nie ma czegoś takiego, jak złoty środek. Nie wolno się trzymać kurczowo jednej, bądź drugiej metody, ponieważ często korzysta się z wielu sposóbów. Finalnie i tak najlepsze jest to, co daje efekty. A te były zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku. W ubiegłym sezonie udało nam się zdobyć 5. miejsce, co jak na nasz klub i nasze możliwości, było świetnym wynikiem. W zeszłych rozgrywkach zawodnicy wyglądali bardzo dobrze fizycznie, nie mieliśmy z tym żadnych problemów. W obecnych rozgrywkach pracujemy podobnie, choć tak jak mówię – testy wydolnościowe w tym roku mieliśmy troszeczkę inne.

Która z metod tak naprawdę oddaje poziom wytrenowania zawodnika? Czy są to właśnie testy wydolnościowe, czy może ocena gry zawodnika np. w meczu przeciwko mocnemu przeciwnikowi?

- Zdecydowanie testy wydolnościowe. Z nich jesteś w stanie odczytać poszczególne parametry, a do tego musisz mieć też krew. Ale dodam i podkreślę, że wyniki badań niekoniecznie muszą pokazywać charakter zawodnika. Piłkarz może nie być najlepszy w testach wydolnościowych, lecz wychodząc na boisko potrafi zostawić na nim całe serce. Dla mnie jest to ważniejsze, niż same rezultaty testów. Bardziej interesuje mnie to, co on pokazuje na boisku i w meczu. Często zdarza się, że wychodząc na plac gry i pokazując tam swoje możliwości, zawodnik jest mocniejszy psychicznie. Ale zdarza się też na odwrót – ktoś ma świetne parametry, ale na boisku jest psychicznie przytłoczony przez kibiców, otoczkę meczu i nie jest w stanie pokazać swojej jakości.

Zdarzyło się, że któryś z zawodników w Koronie niekoniecznie pana przekonywał na testach, ale na boisku nadrabiał to swoim zaangażowaniem?

- Testy na pewno nie będą decydowały o tym, kto ma grać w pierwszej jedenastce. Zdecydowanie tak nie jest. Bardzo ważne jest przygotowanie motoryczne, ale pamiętajmy o tym, że to piłka nożna jest najważnieszja. To właśnie umiejętności piłkarskie, myślenie, przewidywanie na boisku zawsze będą na pierwszym miejscu. 

Bardzo dużą uwagę poświęcamy mimo wszystko właśnie przygotowaniu motorycznemu, gdzie u nas, w Polsce jest ono szczególnie istotne. Tak samo jest w Anglii, gdzie piłkarze biegają ogromne dystanse.  Ostatnio czytałem, że zawodnik Górnika Zabrze przebiegł w meczu 16 kilometrów. To robi wrażenie, bo jest to wynik zbliżony już do Ligi Mistrzów. Widać zatem, że jeśli zawodnicy mają zdrowie, to przygotowanie fizyczne w Polsce stoi naprawdę na dobrym poziomie.

REKLAMA

Zwiększa się świadomość klubów w tym aspekcie? Z roku na rok rzeczywiście podejmowane jest coraz więcej działań w zakresie przygotowania fizycznego piłkarzy w polskich klubach?

- Do Europy jeszcze sporo nam brakuje. Miałem okazję być na stażach w Hannoverze i w Wolfsburgu... Tam naprawdę się zasuwa. Myślę, że gdybyś u nas wprowadził dzisiaj taką jednostkę treningową, to następnego dnia zwolniliby cię z roboty.

Z czego to wynika?

- To zasługa przygotowania, którego jednak nie wypracuje się w ciągu jednego sezonu. Oni mają to wpajane od małego. Ćwiczą tak już od zespołów juniorskich, krok po kroku, aż trafią do seniorów. W polskiej piłce tego nie ma. Może te topowe drużyny, Legia czy Lech – oni w juniorach mają dobre przygotowanie fizyczne, stawiają też na to w Centralnej Lidze Juniorów. Nie sądzę jednak, aby w większości zespołów pierwszej albo drugiej ligi wśród młodych piłkarzy był trener zajmujący się stricte przygotowaniem fizycznym. Często jest to tylko jeden szkoleniowiec, który ma na głowie zarówno przygotowanie taktyczne, techniczne i jeszcze przygotowanie motoryczne zespołu. Bardzo ciężko jest czemuś takiemu sprostać w pojedynkę.

Aspekt przygotowania fizycznego to wciąż duży problem wielu polskich klubów?

- Myślę, że tak. Uważam, że w Polsce mamy naprawdę niezłych trenerów, którzy jeżdżą na szkolenia po calej Europie, ale cały czas pozostaje kwestia jeszcze większego nacisku władz klubów na przygotowanie fizyczne, zwiększenia finansowania tego sektora w klubie. Często jest tak, że tylko jedna osoba odpowiada za przygotowanie 25 zawodników, a na przykład w AS Roma jest ich aż pięciu. Dużo łatwiej jest kontrolować to pięciu osobom, niż jednej. Te wielkie kluby mogą mieć około 30 piłkarzy w kadrze pierwszego zespołu. Nie więcej. A u nas jest 25 zawodników, na których przypada jeden trener. Myślę, że powinno się to powoli zmieniać. Wchodzą też różnorodne systemy ułatwiające monitoring piłkarzy, tzw. GPS-y czy kamizelki. Jest to dość drogi sprzęt, ale widzę, że więszkość klubów się do tego przekonuje.

Czy w Koronie również jest to wykorzystywane?

- System GPS nie, to jest koszt około 250 tys. zł za 10 kamizelek, wystarczających akurat dla pierwszej jedenastki. Na tę chwilę nie pracujemy jeszcze na tych urządzeniach. Obecnie w naszej ekstraklasie wykorzystują to jedynie Legia, Lech i Zagłębie Lubin.

Kamizelki te używane są podczas meczów i treningów. Zbierają one wszystkie informacje o występie zawodnika, m.in. przebiegnięty przez niego dystans, szybkość biegu itp. To jedyny taki system, jaki możesz mieć podczas meczu. My posiadamy GPS-y w postaci polarów w zegarkach, ale z tego możemy korzystać tylko podczas codziennych ćwiczeń i treningów, to nie ma atestu na grę. Kamizelki natomiast mają, są dopuszczone do użytku podczas meczów ligowych i dlatego są one tak cenne. 

Rozmawiał Mateusz Kaleta

fot. Norbert Barczyk / Press Focus, Paula Duda


Część pierwsza za nami!

Kolejna pojawiła się w naszym portalu w czwartek.

A w niej m.in. o... jedzeniu nutelli, treningach na stacjach benzynowych, o tym, co zawiodło w Koronie prowadzonej przez Tomasza Wilmana czy współpracy z Gino Lettierim. 

CZYTAJ

 

REKLAMA

Wasze komentarze

Kris2017-10-04 21:03:55
Tytuł rodem z brukowca
sąsiad Tomka2017-10-04 23:21:56
Brawo Panie Dutkiewicz wykonuje Pan fantastyczna prace w klubie. Szacun
Mks2017-10-05 09:43:26
Oby tak dalej bo umówmy się w Polsce jeśli jesteś dobrze przygotowany fizycznie to połowa sukcesu. Niestety taka prawda nie liczy się u nas taktyka czy styl. Dobra robota i oby tak dalej
Inzynier2017-10-05 09:56:38
Brawo dla CkSport za ostatnią prace, szczególnie za wywiady, świetna robota i czekam na więcej.
obserwator2017-10-05 15:07:48
Podziwiam twoją pracę,bo efekty są widoczne w każdym meczu. Oby tak dalej, a sukcesy zapewnione.
as2017-10-05 16:00:33
widac ze gosciu zawodowiec ...wiecej takich w naszym klubie
głos rozsadku2017-10-06 19:57:02
Lepeij niech Zając odpowiednio zadba o wynagrodzenie trenera przygotowania bo później jak ktoś nam go podkupi będzie w swoim stylu zalic się w mediach

Dodaj komentarz

Copyright © 2019 CKsport.pl Redakcja Reklama

Projekt i wykonanie: CK Media Group